Za wolność i socjalizm

Godzina ok. 2 w nocy. 27 grudnia 1905 r. Wysokie Mazowieckie – prowincjonalne polskie miasteczko w zaborze rosyjskim. Ulice puste – mieszkańcy już śpią do drugim dniu świąt. Nagle na rynku zaczyna roznosić się dźwięk deptanego, zamarzniętego śniegu. Od strony ulicy wpadającej do centrum widać majaczące w oddali postacie kilkudziesięciu młodych mężczyzn. Pozornie wyglądają na zwykłych przechodniów: ubrani w płaszcze, wysokie buty oraz czapki. Jeden z nich niesie dużą walizkę. Zdradza ich jednak sprężysty, nerwowy krok oraz zdecydowane na wszystko spojrzenia. Maszerują w dwójkach.

Rynek w Wysokiem Mazowieckiem

Na czoło grupy wychodzi jeden z mężczyzn. Nazywa się Ludwik Śledziński i jest dowódcą grupy bojowców. Wszyscy śledzą jego każdy krok, obserwując gorączkowo najbliższe otoczenie. Śledziński podchodzi do budynku miejscowego banku i puka zdecydowanie w jego drzwi. Odpowiada mu nieśmiało głos dozorcy:

– Kto puka, czego trzeba?
– Proszę otworzyć zaraz, natychmiast…
– Nie mogę, proszę pana, niech pan idzie do kasjera, i jeśli on przyjdzie i każe otworzyć, to otworzę, bo bez kasjera nie wolno mi w nocy nikomu drzwi otwierać.
– W imieniu Polskiej Partii Socjalistycznej rozkazuję natychmiast drzwi otworzyć!…
– Nie mogę, nie wolno mi bez kasjera…

Śledziński rozkazuje siłą wejść do środka. Jego podkomendni używają do tego łomów. Kilku bojowców z chrzęstem wchodzi do środka. Oświetlają wnętrze latarkami elektrycznymi. Odruchowo i z satysfakcją niszczą portrety cara na ścianach. Nieoczekiwanie ich wzrok zatrzymuje się na postaci dozorcy, który schował się w głównym pomieszczeniu. Trzyma w ręce rewolwer. Nie waży się jednak go użyć. Drży ze strachu. Bojowcy dopadają do niego i pacyfikują go – wystarcza tylko ostrzeżenie, że jakby co wywijał to „kula w łeb”. Na jego oczach Śledziński rozpoczyna swoją pracę. Wyciąga zza pazuchy dynamit i lont z kapslami. Dynamit wsadza w dziurki od klucza i w kłódkę umieszczoną na ogromnych stalowych drzwiach. Za nimi znajduje się skarbiec. Następnie podpala lont i kryje się za ścianą:

Po zapaleniu lontów nie przeszło więcej jak 20 do 30 sekund, gdy nastąpił straszny wybuch. Instynktownie schowaliśmy głowy, bo zdawało się nam, że cały dom się wali. Po kilku sekundach ciszy zaczęliśmy przychodzić jakby do przytomności. W pokojach panowała ciemność i jakiś gryzący zapach nafty z dymem. Po oświetleniu latarkami elektrycznymi pokoju okazało się, że ze szklanych części lamp zostały tylko drobniutkie odłamki, a nafta ściekała ze stołów. Wszystkie szyby wyleciały, a w okienkach zostały pogięte i powykrzywiane pręty. Tynk z sufitu i ścian zaścielał podłogę […] Kłódka i zamek były zerwane, drzwi od skarbca otwarte!

Bojowiec PPS Ludwik Śledziński

W środku stoi zamknięta kasa ogniotrwała oraz leżą trzy opieczętowane kasetki żelazne. Bojowcy sprawnymi uderzeniami rozbijają je łomami. Ich oczom ukazuje się niesamowity widok. W środku jest 480 tysięcy rubli! Jest to równowartość 16 tys. miesięcznych pensji urzędnika! Oczy ich lśnią! Nigdy w życiu nie widzieli takiej kwoty! Są dumni z sukcesu! Ale nie ma czasu na zachwyty. Trzeba jak najszybciej uwijać się przy opróżnianiu kasy. Za chwilę mogą się tu zjawić Moskale. Pośpiesznie biorą paczki z banknotami do torebek umieszczonych na pasach pod koszulami.

Nieoczekiwanie do pomieszczeń banku dociera miarowy odgłos bicia w dzwony – to huk wybuchu zbudził i zaalarmował mieszkańców. Kiedy ekipa opróżniająca skrzyneczki z kasą jest w trakcie swojej pracy, wpada do skarbca jeden z bojowców z obstawy z zewnętrz. Informuje, że w stronę banku zbliża się tłum mieszkańców. Śledziński natychmiast wychodzi z budynku i staje przed tłumem. Mieszkańcy wydarci ze snu detonacją bomby są zdezorientowani. Ich zachowanie jest niepewne. Może chcą rozbroić bojowców i wydać ich na pastwę Moskali? Dowódca bojowców chce im to wybić z głów. Przemawia:

Jeżeli byście chcieli do nas strzelać to wtedy nie będziemy szukać tego, co strzelił, lecz zmuszeni będziemy rzucać bomby i możemy całe miasto zniszczyć. Jako karni żołnierze rewolucji, wykonywamy rozkazy Polskiej Partii Socjalistycznej […] Chcemy zwyciężyć, chcemy zdobyć niepodległość dla naszego kraju, dla naszej Ojczyzny […] Nie przeszkadzajcie nam bracia – towarzysze i obywatele, ale razem z nami krzyknijcie: Niech żyje Rewolucja! Precz z najazdem, precz z caratem! Zebrany tłum jak jeden mąż wykrzyknął: Niech żyje rewolucja!

Po uporaniu się z mieszkańcami miasteczka Śledziński wraca do kasy, gdzie jego podkomendni zaminowali już kasę banku. Odpala lont i wychodzi razem z bojowcami na zewnątrz skarbca:

Zdawało się nam, że nastąpiły jednocześnie dwa wybuchy, przynajmniej tak się nam zdawało, co właściwie nastąpić było powinno, bo lonty były jednakowej długości. Gdyśmy weszli do skarbca i zbliżyli do kasy ogniotrwałej, to jakby nas ktoś z niezwykłą siłą powalił na ziemię i hukiem pozbawił słuchu i przytomności. Gdyśmy się obudzili z odurzenia, to pamiętam tak dokładnie, jakby to było kilka tygodni temu, że najpierw obmacałem sobie rękoma głowę, czy nie jest rozbita, a potem już wstałem. Musieliśmy się jednak jak najprędzej położyć znów na podłodze, bośmy się formalnie dusili, i zaraz też na czworakach wygramoliliśmy się do dużego pokoju i tutaj dopiero dobrześmy się obejrzeli, dziwiąc się samemu sobie, żeśmy źle słyszeli i w czasie, gdyśmy się zbliżali do kasy, nastąpił wybuch drugiego lontu, który widocznie słabiej się palił. Siłą tego wybuchu momentalnie byliśmy powaleni na ziemię i to z taką siłą, jakby nas kto podciął kosą.

W kasie bojowcy znajdują skórzany woreczek ze złotymi monetami oraz, co szczególnie cenne dla konspiracji, 300 paszportów in blanco. Sprawnie pakują je do dużej walizki, która jest tak ciężka, że musi ją nieść dwóch mężczyzn na łomie. Robota skończona. Teraz odwrót.

Na zewnątrz budynku banku słychać krzątaninę i odgłos komend: Towarzysze, do szeregu, formujcie się po czterech w rzędzie! Towarzysze z bombami na przodzie, z granatami z tyłu, z mauzerami z boku. Żywo do szeregu! Nastrój jest wyjątkowy. W powietrzu unosi się zwycięstwo. Bojowcy śpiewają „Czerwony Sztandar” i ruszają w drogę powrotną. W śpiewie wtóruje im ludność miasteczka. Słychać oddalający się dźwięk deptanego, zamarzniętego śniegu. W oddali nikną postacie kilkudziesięciu młodych mężczyzn…

Ludwik Śledziński
Tym groziła działalność bojowa przeciw carowi. Ludwik Śledziński (pierwszy z prawej) na zesłaniu w Tobolsku w 1907 r.

Cała akcja trwała ok. 45-50 minut. Została doskonale zaplanowana i skutecznie przeprowadzona. Nie odnotowano żadnych strat. Akcja zakończyła się ogromnym sukcesem Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej. Niestety tylko ok. 400 tys. wpłynęło do kasy PPS. Reszta została ukradziona przez kilku nieuczciwych bojowców. Można ich w pewnym sensie zrozumieć, ale nie usprawiedliwiać: ryzykowali sporo, a życie pod zaborami do najłatwiejszych nie należało. Kwota, która trafiła do kasy PPS, została przeznaczona na wspieranie walki o niepodległości Polski: 180 tys. przekazano na zakup broni i amunicji, natomiast resztę na cele organizacyjne PPS. Dowódca akcji Ludwik Śledziński wykazał się zimną krwią i zmysłem dowódczym. W przyszłości przeprowadził jeszcze wiele zakończonych powodzeniem akcji bojowych. Działalność bojową przeciw caratowi przypłacił, jak wielu innych bojowców, aresztowaniem. W październiku 1906 r. trafił za kratki i został zesłany na Syberię. Do wolnej Polski wrócił dopiero w 1919 r.

Print Friendly, PDF & Email
  • Udostępnij

  • Pewnie Ci się spodoba:

    O autorze Zobacz wszystkie wpisy autora

    Mateusz Staroń

    Mateusz Staroń

    Historyk, współzałożyciel pierwszej na świecie marki odzieży patriotycznej Surge Polonia. Wyróżniony w konkursie IPN-u na "Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2010 r." Autor publikacji naukowych m. in. książki "Likwidacja Polskiego Korpusu Posiłkowego w 1918 r." oraz artykułów popularyzatorskich na blogu Surge Polonia. Jego wielkimi pasjami są historia i góry.