„Zabawa” w podziemiu

Warszawa, 7 rano, 15 grudnia 1943 r. Dom przy ulicy Pańskiej 77. Na klatce schodowej rozbrzmiewa głuchy pogłos wystrzału. Krótko po nim dociera odgłos kobiecego płaczu, który po chwili zmienia się w spazmatyczne wycie. W tej chwili z mieszkania wychodzi dwóch mężczyzn w wieku około 20 lat. Pewnym krokiem schodzą w dół klatki schodowej. Po wyjściu z bramy wsiadają do czekającego na nich samochodu. Odjeżdżają i po chwili znikają za rogiem kamienicy. Ci młodzi mężczyźni to Jan Wróblewski „Zabawa” oraz Jerzy Jarkiewicz „Jerzy” – żołnierze harcerskiego batalionu „Parasol”. Przed chwilą wykonali akcję specjalną na konfidencie Władysławie Myrcha. Akcją dowodził i na spust VIS-a nacisnął „Zabawa”.

„Zabawa” oficjalnie

Jan Wróblewski „Zabawa” nie spisał wspomnień ze swoich akcji, a brał udział w wielu. Swój szlak bojowy zakończył podczas Powstania Warszawskiego. Zginął 18 IX 1944 r. Na szczęście jego niezwykła osobowość i czyny utkwiły w pamięci jego towarzyszom broni. Na kartach swoich wspomnień odmalowali sylwetkę człowieka niespotykanego, jak sami o nim mawiali szalonego wariata. Dzięki temu jego postać żyje dalej na kartach pamiętników i naukowych książek. Może warto przypomnieć tę sylwetkę szerszej publiczności po latach zapomnienia?

„Zabawa” urodził się w 1919 r. w Warszawie. Przed wojną zdążył zdać maturę. Zamiłowany sportowiec: pływak i bokser. Walczył w kampanii wrześniowej. Został internowany przez bolszewików – przebywał na Syberii. Udało mu się stamtąd zbiec i przedostać do Warszawy. W rodzinnym mieście wstąpił do konspiracji – elity elit podziemnego wojska, harcerskiego batalionu „Parasol”.

Jak wyglądał? Sięgnijmy do wspomnień jego towarzyszy: „Zabawa” był wysoki, szeroki w ramionach i dobrze zbudowany, choć odznaczał się chorobliwą chudością spowodowaną brakiem systematycznego życia, ciągłym szarpaniem nerwów i chronicznym niedojadaniem. Twarz „Zabawy” była pociągła. Na żółtawej cerze czasem wykwitał rumieniec podniecenia świadczący o napięciu nerwów. Nazywano go „Japoński Chrystus”. Przerzedzone, czarne włosy rzadko ułożone były za pomocą grzebienia […] Profil, kiedyś o ładnej greckiej linii, zeszpecony był przez nos złamany w jednej z walk bokserskich.

„Zabawa” w swoim żywiole. 1944 r.

Jaki miał charakter, bo przecież jego konspiracyjny pseudonim nie wziął się znikąd? Podobał się kobietom: wyraźnie zarysowany męski kwadratowy podbródek i błyszczące ciemne oczy pamiętał każdy (i każda), kto choć raz ujrzał „Zabawę” rozprawiającego z ożywieniem w wesołym towarzystwie. Miał bardzo specyficzny sposób mówienia, z pozorną powagą rzucał swe trochę trywialne uwagi charakterystycznym, lekko zachrypniętym głosem.

Co go wyróżniało najbardziej? Jego przyjacielowi, Krzysztofowi Zawilskiemu utkwiła jedna niesamowita scena z „Zabawą” w roli głównej. Zawilski miał sposobność prowadzić razem z nim rozpoznanie do akcji bojowej w rejonie alei Szucha. Aleja najeżona drutem kolczastym, stanowiskami karabinów maszynowych, betonowymi bunkrami i licznymi posterunkami niemieckiej żandarmerii wyglądała jak niezdobyta twierdza: „Zabawa” był odważny. Nie odwagą rozumną, wyrachowaną i kalkulowaną, lecz żywiołową, pełną brawury i szaleństwa. Utkwiło mi w pamięci jedno zdarzenie, doskonale świadczące o sposobie zachowania się „Zabawy” […] Wchodząc w [aleję Szucha] z Marszałkowskiej mimo doskonałego Ausweisu miałem uczucie nurkowania w głębię bez dna. „Zabawa” szedł obok mnie raźnym krokiem, głośno dzwoniąc podkutymi butami. Opowiadał coś głośno, wesoło, szeroko gestykulując rękami, porykując co chwila tubalnym śmiechem, ale widziałem wtedy w jego oczach mimo pozorów śmiechu baczną uwagę i czujność. Minęliśmy w ten sposób kilka posterunków i jeden patrol z pewnym zdziwieniem oglądający się za nami. „Zabawa” gadał, gadał, gadał. W tradycyjnej czapce na głowie i długim płaszczu deszczowym, w spodniach narciarskich i podkutych butach – nie ogolony, blady, wyglądał jak rewolucjonista z operetki. I widocznie za takiego brali go Niemcy. Doszliśmy do końca Litewskiej i mieliśmy już skręcić w prawo, gdy wyrósł przed nami jak spod ziemi duży patrol i z miejsca począł obmacywać starszego, siwego już pana, idącego parę kroków przed nami. Część patrolu stała bezczynnie rozglądając się za nowym łupem i wzrok ich musiał paść na nas. W tym momencie zaszło coś niespodziewanego. „Zabawa” skręcił nagle, podszedł szybkim krokiem do stojącej na rogu sprzedawczyni jabłek, bez chwili wahania wziął jedno z kosza, zapłacił horrendalnie wysoką sumę gestem szacha i przełamał owoc na pół. Niemcy przestali rewidować siwego pana i popatrzyli ze zdumieniem na „Zabawę”. Ten zaś swobodnym gestem zasalutował im dłonią i zarechotał dobrodusznie: – Schmeckt Gut – potem krzyknął do mnie: Poczekaj! I dobiegł wielkimi krokami. Podał mi połowę jabłka, oblizał palce z soku i powiedział jedno jedyne nieparlamentarne słowo: Gówno! Poszliśmy dalej, ja milczący i jeszcze oszołomiony, „Zabawa” znów rozgadany, w ożywionej gestykulacji. Po chwili obejrzałem się przez ramię: dowódca patrolu, żandarmi, zatrzymany siwy pan, wszyscy patrzyli jeszcze w milczeniu za nami…

Aleja Szucha i siedziba gestapo w Warszawie

„Zabawa” uczestniczył 6 V 1944 r. w akcji specjalnej „Stamm”. Celem grupy 21 harcerzy był szef warszawskiego gestapo – Walter Stamm. „Zabawę” przydzielono do zespołu wykonawczego wyrok. Już na początku akcji poszło nie tak jak planowano. Zespołowi wykonawczemu nie udało się dostać do silnie strzeżonego mieszkania gestapowca. Po pierwszych strzałach, które padły na wartowni przy wejściu do mieszkania Niemca, „Zabawa” wyjął Stena i rozpoczął ogień do esesmanów stojących na ulicy. Pistolet zaciął się. Rzucił granat. Nie wybuchł. Rozpoczęła się ucieczka wszystkich uczestników, którzy znaleźli się w potrzasku. Kolega, którego ubezpieczał „Zabawa” zginął od niemieckich kul. Z 21 uczestników zginęło 8, a 6 zostało rannych. „Zabawa” miał farta, ale w kilka dni po akcji niósł trumnę swojego kolegi na pogrzebie. Wydawało się, że jest nieśmiertelny. Jego dobra passa trwała.

„Zabawa” był człowiekiem z krwi i kości. Miał wady i zalety. Potrafił również zorganizować akcję bez wiedzy swoich przełożonych. Na święta Bożego Narodzenia 1943 r. chciał razem z kolegami z batalionu urządzić wigilię. Nie mieli jednak na ten cel pieniędzy i nie wyasygnowano na ten cel żadnych środków z kasy baonu. „Zabawa” po naradzie z innymi harcerzami postanowił samodzielnie zdobyć na wigilię cukierki…. Razem z innymi żołnierzami baonu zaatakowali jeden z samochodów przewożących słodycze do jednostek niemieckich w Warszawie. Niestety sprawa się wydała „na górze”. Ze względu na zasługi został ukarany tylko miesięcznym zawieszeniem w służbie.

„Zabawa” jak zawsze w dobrym humorze. 1944 r.

Wkrótce nadszedł sierpień 1944 r. „Zabawa” brał udział w Powstaniu Warszawskim razem ze swoim baonem jako zastępca dowódcy plutonu, a później dowódca. Długo nie nacieszył się swoją funkcją. 19 września 1944 r. dosięgły go kule… jego własnych żołnierzy. Stracił żołnierskie szczęście. Tym razem nie wyszedł cało z opresji. Ostatnie godziny jego życia wspomina Jan Lipiński:

Widziałem jak dzielnie walczył w Powstaniu. Tak dzielnie, że go nie przeżył. Został postrzelony w klatkę piersiową przez naszych żołnierzy przez pomyłkę, ponieważ podobnie jak wielu innych chodził w zdobywczym płaszczu i hełmie niemieckim, a biało-czerwona opaska na ramieniu była pod koniec Powstania całkiem z brudu niewidoczna. Był przed śmiercią przytomny i ze smętnym uśmiechem powiedział do nas: Wiesz, Janek, że to nasi mnie postrzelili?

Chciałoby się zacytować fragment wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego: Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało wielkie sprawy głupią miłością.

Print Friendly, PDF & Email
  • Udostępnij

  • Pewnie Ci się spodoba:

    O autorze Zobacz wszystkie wpisy autora

    Mateusz Staroń

    Mateusz Staroń

    Historyk, współzałożyciel pierwszej na świecie marki odzieży patriotycznej Surge Polonia. Wyróżniony w konkursie IPN-u na "Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2010 r." Autor publikacji naukowych m. in. książki "Likwidacja Polskiego Korpusu Posiłkowego w 1918 r." oraz artykułów popularyzatorskich na blogu Surge Polonia. Jego wielkimi pasjami są historia i góry.

    • marek

      Rewelacyjna historia, szkoda tylko że ze smutnym końcem.

    • pawel

      Dlaczego nie kręci się o tym filmów to są gotowe scenariusze !! Czy ktoś to blokuje?

    • BabieLato

      Moja Mama jest Siostra Janka Wroblewskiego pseudonim Zabawa. Szukam wszelkich informacji o Wujku. Kiedys czytalam w gazecie wyborczej informacje nt. powstanczej milosci. Tam tez byla cudna historia o Wujku Janku i Jego Dyiewczynie, ktora byla sanitariuszka. Nigdy nie udalo mi sie znalezc nikogo kto walczyl z Wujkiem ramie przy ramieniu. Czy ma Pan jeszcze jakies wpisy dot Janka Wroblewskiego pseudonim Zabawa.

      • Barbara Tyszkiewicz

        Jego dziewczyną była albo Jola albo Aldona Łukaniewicz. Jeśli to była sanitriuszka to pewnie była to Ada. Na stronacvh Muzeum PW znalazłam kiedyś wspomnienia o tej parze, chwili śmierci „Zabawy” i o tym jak z dziewczyny uszła chęć do życia – ón umarł w jej obecności. Jola, Aldona i ch przyrodni brat Rafał Białecki walczyli w PW i cała trójka zginęła.

        • Zbigniew Antonowicz

          Do Pani Barbary Tyszkiewicz: Nie znalazłem wcześniej tych wpisów o Janku
          Wróblewskim. Więc przepraszam, że nie zabrałem głosu do tych wpisów do
          tych por.
          Kiedyś też czytałem o tym jak umierał Janek. Nie jestem w
          stanie przypomnieć sobie gdzie te zapisy były. Ale pamiętam, że
          opisywane było jak po postrzale Janka przez kolegów został przyniesiony
          do piwnicy jednego z domów na Wilanowskiej. Była z nim dziewczyna –
          sanitariuszka. Zmarł 19 września rankiem. Na cmentarzu i oficjalnie jest
          data jego śmierci 18 września. Jest wiele szczegółów wymagających
          wyświetlenia. Dziś skontakotowała się ze mną jego siostrzenica Magdalena
          Niegowska i myślę, że sporo z życia i jego bohaterskich czynów uda się wyjaśnić. Ogromnie z tego się
          cieszę. Trwają też moje zabiegi o nazwanie jednych ze szkół w Szczecinie
          imieniem Janka Wróblewskiego ps. Zabawa. Tworzę własne archiwum Janka
          Wróblewskiego. Mam to obiecane z Archiwum Akt Nowych gdzie są bogate
          zbiory archiwalne Parasola, przejęte w 1989 roku z KC PZPR. Robią dla
          mnie odpisy z tych akt, które w jakikolwiek sposób kojarzą się z Jankiem Wróblewswkim. Jeśli uda się nazwać LO 16 jego imieniem to tam
          zostawię te dokumenty i wszystko co dotychczas zgromadziłem.
          Niemnie jednak jeśli by Pani pomogła odszukać te strony PW to będę wdzięczny.To może być droga do moich dalszych poszukiwań świadków śmierci Janka. Pozdrawiam serdecznie i pozostaję do dalszych kontaktów na prv antonowiczz@tlen.pl https://uploads.disquscdn.com/images/631d1c1b317b564bb259a8d16a7c55294cbab231c9e2256f03673232692d1970.jpg

      • Zbigniew Antonowicz