„Na straceńczej pozycji” – niezwykła historia kilkunastu młodocianych żołnierzy, którzy uratowali Lwów

W niedzielę 3 listopada 1918 r. na przedmieściach Lwowa panuje spokój. Pogoda piękna – przysłowiowa złota, polska jesień. Na stacji telegraficznej w Kozielnikach pod Lwowem krzątają się beztrosko młodzi chłopcy. Wszyscy ubrani w cywilne stroje lub mundurki szkolne z orzełkami na czapkach. Tylko jeden z nich – starszy od nich i wyższy o głowę, dumnie paraduje i wydaje polecenia w mundurze austriackim z maciejówką na głowie. Jedni krzątają się wokół poszerzania rowów strzeleckich, drudzy uczą się podstaw posługiwania się bronią, jeszcze inni patrolują przedpole placówki. Jest ich zaledwie kilkunastu – w większości nie mają skończonych 18 lat, i przygotowują się do obrony tej, ważnej z punktu widzenia walk o Lwów, placówki. Połowa z nich po raz pierwszy w życiu trzyma karabin w ręku… Za to morale wśród tej gromadki jest niespotykane: Duch za to w załodze był wspaniały – wspominał jeden z nich, Kazimierz Szumowski. Zdawało się nam, że damy sobie radę z każdym wrogiem, pragnęliśmy nawet, by wróg jak najprędzej nas zaatakował, nie przypuszczaliśmy jednakże, że stanie się to tak prędko i że nasz pierwszy chrzest bojowy dla niektórych będzie tak tragiczny. Utrzymanie stacji telegraficznej było ważne dla obrony całego miasta. Lwów był odcięty od „reszty świata” i utrzymanie łączności np. z Krakowem lub Przemyślem było priorytetem dla naprędce improwizowanego dowództwa obrony Lwowa. Na młodych obrońców spadło odpowiedzialne zadanie – obrony stacji za wszelką cenę!

Obrońcy Lwowa.

Obrońcy Lwowa.

Około godziny 13 do obrońców docierają wieści o pojawieniu się w okolicy pierwszych oddziałów Ukraińskich Strzelców Siczowych. Ich zadaniem jest znieść z powierzchni ziemi polską obronę Lwowa, która jest dopiero w fazie organizacji. Ich pierwszym zadaniem – w gruncie rzeczy rozgrzewką, jest zlikwidowanie obsady stacji telegraficznej w Kozielnikach. Ukraińcy nie wiedzą ilu obrońców liczy ta polska placówka, ale pomimo tego są butni i pewni siebie. Nie zdają sobie również sprawy z tego, że za chwilę stoczą walkę z chłopcami, którzy nigdy nie wąchali prochu na wojnie…

O 14 Ukraińcy po wyjściu z pociągu przystępują z marszu do ataku na stację. Atakują z dwóch stron w kilku liniach tyralierskich – od wschodu (ok. 200 żołnierzy) oraz od północy (ok. 100 żołnierzy). Na ten zmasowany, koncentryczny atak komendant placówki „kapitan Wiktor” (ten z maciejówką na głowie) rozwija dwie tyraliery na zewnątrz ogrodzenia stacji – jedną od północy, drugą od wschodu (każda z nich liczy zaledwie po kilku obrońców). Dysproporcja sił jest ogromna, mimo to taki tłok na przedpolu nie wywołuje wśród młodych obrońców paniki: Każdy z obrońców czeka na zbliżającego się nieprzyjaciela ze spokojem, każdy czuje, że należy do pierwszej linii obronnej Lwowa i że ciąży na nim obowiązek zatrzymania chociaż przez pewien czas natarcia, ażeby dać możność przygotowania miastu dalszej obrony. Komendant rozkazuje obrońcom czekać do ostatniej chwili – brakuje amunicji, więc każdy strzał musi być celny.

Szkic sytuacyjny walk o radiostację w Kozielnikach.

Szkic sytuacyjny walk o radiostację w Kozielnikach.

O 14:30 Polacy otwierają ogień do Ukraińców: Chłopcy spokojnie, jakby to była strzelnica a nie prawdziwa bitwa, strzelają do posuwających się mas nieprzyjaciela, oszczędzając przy tym naboi, których było bardzo skąpo. Rozpoczyna się nierówna walka. Z jednej strony załoga złożona z kilkunastu młodzieńczych zapaleńców, którzy mają już za sobą ciężkie trudy parudniowe a prawie żadnego doświadczenia wojskowego, z drugiej strony wypoczęte 3 kompanie szturmowe najlepszego, bo ideowego, wojska ukraińskiego, świetnie wyekwipowane i wyćwiczone. Z jednej strony załoga uzbrojona wprawdzie w długie i krótkie Mannlichery, ale z ograniczoną ilością amunicji, z drugiej strony wojsko w hełmach stalowych, dysponujące kompanią ciężkich karabinów maszynowych, a każdy żołnierz ma po kilka granatów ręcznych za pasem i nieograniczoną ilość amunicji. Jakże nam wtedy brakowało choćby tylko jednego karabinu maszynowego lub paru ręcznych granatów. Obrońcy próbują utrzymać pozycję na zewnątrz ogrodzenia. Wkrótce padają pierwsi zabici i ranni, którzy wycofują się do drewnianego baraku, znajdującego się obok anteny nadawczej. Do nich dołącza reszta obrońców, naciskanych przez Ukraińców. W tym czasie Ukraińcy okrążają stację ze wszystkich stron. Ich siły wzrastają do prawie 600 żołnierzy. Ostatniego bastionu placówki broni już tylko 8 Polaków – reszta jest albo martwa albo ranna.

Szkic rozmieszczenia załogi placówki.

Szkic rozmieszczenia załogi placówki.

Nadchodzi niestety najgorsza chwila w walce – kończy się amunicja. W tej chwili padają kolejni ranni. Budynek zostaje poszatkowany kulami karabinowymi i odłamkami granatów. Do budynku w końcu wdzierają się Ukraińcy: Widząc, jaka mała garstka stawiała im przez dwie godziny opór, wpadają w wściekłość. Przekleństwa i wymysły rozlegają się, zrywają z czapek obrońców orzełki, biją nahajkami i kolbami. Rozwścieczeni żołnierze wyciągają bezbronnych jeńców i każą kłaść się na ziemię. Dopiero interwencja oficera ratuje obrońców od samosądu. Ale nie wszyscy Ukraińcy brali w tym udział, byli i tacy, którzy z podziwem patrzyli na bohaterską garstkę, stawiającą odważnie czoło tylekroć przeważającej sile najlepszego ich żołnierza.

Placówka złożona z kilkunastu młodocianych żołnierzy utrzymała straceńczą pozycję przez 3 godziny, odpierając atak 3 kompanii szturmowych najlepszego ukraińskiego wojska w sile 600 żołnierzy. Ukraińcy stracili kilkunastu zabitych i około 60 rannych. Po walce pod Kozielnikami oddziały ukraińskie, jeszcze tego samego dnia w nocy,  skierowano do ataku na Dworzec Główny we Lwowie. Zawiodły. Zdemoralizowane i spóźnione w wyniku walk z kilkunastoma żołnierzami z rana, nie wykonały swojego zadania. Poniosły duże straty i musiały wycofać się na przedmieścia Lwowa. Gdyby Strzelcy Siczowi nie atakowali w nocy Dworca Głównego, ale z rana, gdyby ich pewność siebie nie została zachwiana przez grupkę małolatów w Kozielnikach, historia Obrony Lwowa mogła by się potoczyć zupełnie inaczej… może nawet nie po myśli Polaków. A wszystko za sprawą kilkunastu młodocianych Obrońców Lwowa.

Print Friendly, PDF & Email
  • Udostępnij

  • Pewnie Ci się spodoba:

    O autorze Zobacz wszystkie wpisy autora

    Mateusz Staroń

    Mateusz Staroń

    Historyk, współzałożyciel pierwszej na świecie marki odzieży patriotycznej Surge Polonia. Wyróżniony w konkursie IPN-u na "Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2010 r." Autor publikacji naukowych m. in. książki "Likwidacja Polskiego Korpusu Posiłkowego w 1918 r." oraz artykułów popularyzatorskich na blogu Surge Polonia. Jego wielkimi pasjami są historia i góry.

    • apaw

      Jednym z obrońców Dworca był Władysław Korab Kolbuszowski, mój dziadek wujeczny. Zginął w wieku 22 lat dnia 4.11.1918.

    • -pawlo111

      Mieliśmy rodzinę w Lwowie a mój pra dziadek ścigał bolszewików na wschód!

      A ja jestem z miejscowości Kolbuszowa 😉

    • Ząbek

      Moim dziadkiem był Jan Ząbek zam. do 1946 r. we Lwowie-Kozielnikach,
      Ciekaw jestem skąd ma pan dane dot. sprawy obrony readiostacji. Jest tym zainteresowana moja mama Helena z domu Ząbek.

      • Ząbek Andrzej

        Urodziłem się 04.01.1945r. w KOZIELNIKACH, ojciec Stanisław Ząbek (matka Rozalia z domu Zarzyczna ojciec Jędrzej-Andrzej Ząbek wójt Kozielnik zabity w 1939 r przez bolszewików) o moja matka Maria z domu Gotsoner. Wyjechaliśmy do Wrocławia w 1946r -Żerniki Małe ul. Bukowa 11.Mój dziadek Andrzej Ząbek miał brata Jana. Jestem zainteresowany moimi przodkami.

        • Halina Stachoń

          co prawda minęło parę miesięcy ale historię śmierci Jędrzeja starszego brata mojego dziadka Jana Ząbek ur.11.01,1901 r. w Kozielnikach 22 ,znam z opowiadań mojego zmarłego Ojca Witolda Ząbek ur .26.06,1930 roku we Lwowie ,Mój dziadek zamieszkał po opuszczeniu Lwowa w 1946r, w Tomkowej koło Świdnicy .We Wrocławiu na Żernikach mieszkały siostrzenice i siostrzeniec mojego dziadka o nazwisku Kawalec .

    • Arkadiusz Sokolnicki

      Radiostacja Kozielniki
      Jednym z obrońców radiostacji był mój dziadek Jakub Babiarz -Sokolnicki. Interesują mnie jego losy. Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari ?.