Ochrona Komendanta Głównego ZWZ-AK gen. „Grota”

Każda z osób pełniących ważne funkcje, tym bardziej wojskowych, posiadała i posiada oddział ochrony, który strzegł i strzeże jej bezpieczeństwa. Z reguły oddziały takie uważano za elitarne, a ludzi do nich specjalnie selekcjonowano. Wybierano najbardziej wiernych, potrafiących odnaleźć się w każdej sytuacji, gotowych na wszystko. Żołnierze ochrony nie mogli zdradzić i narazić na niebezpieczeństwo VIP-a. W tym artykule poznacie metody fizycznej ochrony komendanta Głównego Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej gen. Stefana „Grota” Roweckiego oraz historię osobistego ochroniarza „trzech wodzów”, generałów Michała Karasiewicza-Tokarzewskiego, Stefana Roweckiego, Tadeusza Komorowskiego, kpt. Ryszarda Krzywickiego ps. „Szymon”.

Stworzenie komórki ochrony bezpośredniej dowódcy polskiej konspiracji wojskowej było koniecznością. Już przy tworzeniu zalążków konspiracyjnego wojska powołano oddział bojowy z celem fizycznej ochrony najważniejszego człowieka polskiego podziemia. Składał się z trzech osób: dowódcy – Jerzego Nowakowskiego ps. „Jureczek”, wachm. Jana Milewskiego ps. „Jan” oraz Borkowskiego ps. „Tadeusz”. Oddział podporządkowano referatowi ochrony i dyscypliny działu bezpieczeństwa w Oddziale V Komendy Głównej ZWZ-AK. Zadania stawiał im „Szymon”, który był ich bezpośrednim dowódcą w trakcie wykonywania zadań. Skład zespołu ochrony nie zmienił się na przestrzeni lat 1940-1944, oddział przez ten czas nie poniósł żadnych strat i nie miał żadnej wpadki.

„Szymon” – ochroniarz „trzech wodzów”

Kilka słów należy się osobistemu ochroniarzowi „trzech wodzów”. „Szymon” to pseudonim kpt. Ryszarda Krzywickiego. Elżbieta Prądzyńska-Zboińska, łączniczka KG ZWZ-AK tak go zapamiętała: „adiutant trzech wodzów” był ślepo oddany „Grotowi” i darzył go ogromnym uczuciem, po prostu kochał go. Z tym uroczym człowiekiem, dzielnym i oddanym, spędzałam wiele godzin na ciekawych rozmowach w czasie spotkań generała, odbywających się w naszym mieszkaniu w innym pokoju. Z kolei kolejna łączniczka Jadwiga Kowalska podkreślała: człowiek bardzo energiczny, umiejący zachować się w każdej sytuacji. Bezgranicznie oddany służbie. Było widać, że z gen. „Grotem” łączą go jakieś ogromnie bliskie stosunki. O niesamowitych relacjach łączących „Szymona” z „Grotem” wspominał również Tadeusz Żenczykowski, pracownik BIP-u KG ZWZ-AK: Pukam do drzwi wskazanego mi mieszkania. Otwiera je krępy mężczyzna o miłej twarzy. To – jak się potem dowiedziałem – „Szymon”, niedostępny adiutant Komendanta Głównego ZWZ.

Ryszard Krzewicki

Por. Ryszard Krzywicki „Szymon” – legendarny adiutant i ochroniarz „trzech wodzów”. Fot. karta.org.pl

Krzywicki (ur. 1903) miał piękną kartę przeszłości. Jako ochotnik brał udział w obronie Lwowa 1918/1919 r. oraz w wojnie polsko-bolszewickiej. Z wykształcenia inżynier-mechanik. W II RP ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy. Walczył w kampanii polsko-niemieckiej 1939 r. Gdy przebijał się do Warszawy miał sam zniszczyć za pomocą rusznicy przeciwpancernej trzy czołgi niemieckie. Świadkiem tego wyczynu był Karaszewicz-Tokarzewski, który od razu wziął go pod swoje skrzydła. Wciągnięty do konspiracji przez Karasiewicza jeszcze we wrześniu 1939 r., został jego adiutantem i osobistym ochroniarzem. W październiku 1939 r. brał udział w brawurowej podróży organizacyjnej z Komendantem SZP po okupowanych ziemiach Polski. Po objęciu funkcji komendanta okupacji niemieckiej przez Roweckiego został jego adiutantem i ochroniarzem. „Szymon” pełnił również funkcję łącznika między najważniejszymi osobami polskiego podziemia.

Metody

Z uwagi na specyfikę działalności w warunkach konspiracyjnych Komendant Główny nie miał stałej siedziby. Ochronę Komendanta można podzielić na dwa osobne zagadnienia. Pierwsze dotyczyło ochrony jego dróg dojścia do wielu i często zmienianych lokali konspiracyjnych, gdzie odbywały się narady i odprawy Komendy Głównej ZWZ-AK. Drugie odnosi się do ochrony podczas tych spotkań, które czasami trwały od rana do godziny policyjnej. O tym jak ochraniano Komendanta „na ulicy” wspominał Jan Milewski – żołnierz oddziału ochrony:

Głównym zadaniem grupy „Jureczka” (podległej bezpośrednio „Szymonowi”) była ochrona osoby i lokali konspiracyjnych Komendanta Głównego ZWZ, gen. Grota.”Grot” zastrzegł sobie wyraźnie, że obstawa pozostaje zawsze na zewnątrz lokali jego pracy. Obstawę tworzyliśmy we dwóch: „Jureczek” i ja z coltem („Tadeusz” uczestniczył tylko w wykonywanych również przez nas akcjach wyrokowych), zaś „Szymon” zawsze przebywał wewnątrz lokalu. Stanowiliśmy także ochronę „Grota” w czasie dróg służbowych – do lokali na odprawy, o czym uprzedzał nas zawsze „Szymon”. Służba trwała cały dzień, od rana do wieczora. […] Adres na Spiskiej 14 poznałem, kiedy razem z „Szymonem” niosłem tam biurko, ale „Szymon” zatrzymał mnie przed wejściem do domu, mówiąc: „Dalej nie możesz pójść, bo to lokal zastrzeżony”. Nie byliśmy uprzedzeni, dokąd danego dnia udaje się Grot – po prostu „Szymon” mówił, że od tej i tej godziny mamy mu towarzyszyć.

Stefan Grot Rowecki

Gen. „Grot”.

Ochrona Komendanta w lokalu była domeną tylko i wyłącznie „Szymona”. Do dyspozycji „Grota” przygotowano szereg lokali konspiracyjnych. Jeden z nich przy ul. Twardej 36 na II piętrze był wyjątkowy – można go śmiało nazwać „twierdzą”. Komendant i jego ochrona właśnie tutaj czuła się najbezpieczniej. Lokal złożony z trzech mieszkań (jedno główne, dwa pomocnicze na wypadek wsypy) miał zamaskowane przejścia między poszczególnymi pokojami, dzięki czemu można było niepostrzeżenie opuścić zagrożone miejsce. Dysponował również ukrytym pomieszczeniem, które mieściło mały arsenał: 2 ckm, 10 pistoletów „Stenów”, 1 „Piat” i 100 granatów obronnych. Do tego dochodził zapas żywności na 14 dni dla 6 ludzi. W tej „twierdzy” można było się bronić aż do nadejścia odsieczy. Całość kompleksu miała sygnalizację świetlną i telefon pomiędzy poszczególnymi pokojami. Na parterze ulokowano pomieszczenie dla ochrony, gdzie podczas spotkań przesiadywał cały czas „Szymon”: w razie niebezpieczeństwa tj. obsadzenia jednej lub wszystkich przyległych ulic przez gestapo lub policję, obstawa w sklepie sygnalizowała o tym natychmiast na górę. Wtedy w pokojach „Grota” zapalały się czerwone lampki elektryczne jako znak: „Uwaga! Niebezpieczeństwo!”. Równocześnie „Szymon” mógł z dołu telefonicznie wyjaśnić, co zauważył i jak się rozwija sytuacja. Sygnalizację na wszelki wypadek zasilano przez akumulator, była więc ona niezależna od dostawy prądu.

Wszystkie lokale „załatwiane” przez konspiracyjną służbę łączności były jeszcze sprawdzane przez „Szymona”. Po upewnieniu się, że wszystko jest w porządku służba łączności organizowała odprawę. Jedyną zawsze uzbrojoną osobą był „Szymon”, który czuwał w sąsiednim pokoju. Jadwiga Kowalska tak opisała metody ochrony lokalu: Wewnętrzna ochrona wyglądała w ten sposób, że „Szymon” był z bronią; przynosił na odprawę adapter, w którym były pistolety. Odprawa wyglądała w ten sposób, że w pierwszym pokoju od wejścia siedziałam ja z „Szymonem” – do niego należała sprawa bezpieczeństwa; do mnie należało wpuszczanie wszystkich na hasło. No i oczywiście – przy wejściu kogoś niepożądanego – zatrzymanie go „na sobie”, by można się było ewakuować drugimi drzwiami […] Odprawa kończyła się, ostatni wychodził zawsze z narady „Grot”. Przedtem wychodził jeszcze „Szymon”, sprawdzał sytuację, potem wychodził razem z generałem. Czy odprowadzał go? Nie umiem tego powiedzieć. W każdym razie pamiętam, że „Grot” zawsze pytał nas, czy zdążymy do domu przed godziną policyjną”. O specjalnym przeznaczeniu adaptera „Szymona” pisał również oficer KG AK Tadeusz Pełczyński: Przyniósł on „gramofon” i walizkę z puszkami „idolu”. W gramofonie zamiast mechanizmu, mieściło się sześć pistoletów 9-milimetrowych i podwójna ilość magazynków z amunicją. W blaszankach „idolu” kryły się granaty ręczne konspiracyjnej fabrykacji o dużej sile wybuchowej i niezawodnym działaniu. Broni tej użylibyśmy, gdyby inne sposoby wyjścia z sytuacji okazały się niemożliwe.

Aleja Szucha i siedziba gestapo w Warszawie. W środku budynku wisiało przedwojenne zdjęcie "Grota", z którym mieli się zapoznać wszyscy agenci gestapo.

Aleja Szucha i siedziba gestapo w Warszawie. W środku budynku wisiało przedwojenne zdjęcie „Grota”, z którym mieli się zapoznać wszyscy agenci gestapo.

Podczas ciągłego narażania się, oczywiście dochodziło do sytuacji, które mogły się skończyć wpadką. Władysław Bartoszewski, który zetknął się z „Szymon” osobiście opisał kilka takich stresowych sytuacji: W czasie jednej z łapanek na Puławskiej […] w r. 1943 „Szymon” zaskoczony został na terenie obstawionym przez żandarmerię, mając w teczce Colta i granaty. Posługiwał się wprawdzie podrobioną legitymacją „Kripo” [Niemiecka policja kryminalna – M. S.] ale bardzo słabo znał niemiecki. Zapytany przez żandarma o „Ausweis” okazał mu powolnym ruchem „lewą” legitymację, gdy wtem drugi żandarm zagadał coś o teczce. „Szymon” nie bardzo zrozumiał o co chodzi, ale rad nie rad wziął się do odpinania teczki, zdecydowany za chwilę zrobić użytek z broni. Tymczasem pierwszy z żandarmów wytłumaczył mu: – Ależ niech pan to zostawi, kolega mówi tylko, że ma pan ładną teczkę! Zaproszony przez Niemców do nadjeżdżającego tramwaju „Szymon” wsiadł jako „kripowiec” przednim wejściem  i jechał tak w „miłym towarzystwie”, aż do pl. Unii Lubelskiej, nie tracąc rezonu. Tam dopiero wysiadł z teczką naładowaną fatalną zawartością.

Innym razem tylko zimna krew „Szymona” uratowała go i jego ludzi z obstawy od nieszczęścia. Skręcając we czterech z pl. Piłsudskiego w Królewską dostrzegli poniewczasie łapankę na pl. Małachowskiego. Grupy mężczyzn z podniesionymi rękami stały pod płotem Ogrodu Saskiego i pod pałacem Kronenberga. Tymczasem „Szymon” dźwigał patefon ze skrytką, a jego podwładni mieli ponadto jeszcze broń przy sobie. „Szymon” zdecydowanie wkroczył na czele całej grupki na środek ulicy i czwórka konspiratorów przemaszerowała na ukos przez Królewską wśród żandarmów, którzy speszeni tak pewnym zachowaniem się przechodniów nie próbowali ich nawet zatrzymać ani legitymować. Łącznie „Szymon” zorganizował ok. 1500 osłon bez wpadki oraz brał udział w kilkunastu akcjach specjalnych.

Nastawienie „ochranianego”

Sam ochraniany raczej nie był zadowolony z ciągłego „prześladowania” go przez żołnierzy ochrony. Tolerował ją, bo musiał, na ulicy, natomiast stanowczo odmówił wchodzenia ochrony do lokali, gdzie odbywały się narady sztabu. Pisał o tym oficer KG ZWZ-AK Kazimierz Iranek Osmecki: Gen. „Grot” nie miał zwyczaju otaczać się strażą. Pokrewny problem poruszał kolejny oficer Tadeusz Pełczyński: Wiedzieliśmy, że Rowecki nie zawsze zachowywał dostateczną ostrożność w poruszaniu się po mieście. Dla osób zapewniających bezpośrednio bezpieczeństwo „Grotowi” jego nastawienie i pewna nonszalancja spędzały sen z powiek. Elżbieta Prądzyńska-Zboińska, łączniczka KG AK, pisała: Wielkim zmartwieniem dla podwładnych była niechęć generała do „obstawy”. Nie chciał, aby żołnierze z ochrony Komendy Głównej ubezpieczali go na ulicy, czy też podczas odpraw. Córka generała – Irena przekazała jakie nastawienie do tej kwestii miał sam zainteresowany: twierdził zawsze, że spryt, szybka orientacja i dobre nogi dają większą gwarancję bezpieczeństwa niż eskorta nawet kilku chłopców z bronią. Taka eskorta bardziej rzuca się w oczy i naraża niepotrzebnie innych.

Ryszard Krzewicki

„Szymon” pierwszy z prawej podczas Powstania. Drugi od lewej gen. „Bór”.

Wpadka

Największa „wsypa” polskiego podziemia miała miejsce 30 czerwca 1943 r., kiedy to aresztowano gen. „Grota”. Ochrona tego dnia nie miała rozkazów obstawienia miejsca, gdzie wpadł Komendant AK. W tym dniu obstawiali lokal przy ul. Barskiej 5. „Szymon” tego dnia nie towarzyszył generałowi. Czekał na niego w lokalu konspiracyjnym razem z pozostałymi oficerami KG AK. Po spóźnieniu się „Grota” wysłano „Szymona” do sprawdzenia co się z nim dzieje. „Szymon” przekazał hiobowe wieści – komendanta aresztowało gestapo. Jan Milewski z oddziału ochrony otrzymał od niego wiadomość: Zdenerwowany Szymon zakomunikował nam w pewnym momencie o aresztowaniu Grota. Powiedział też, że mamy być gotowi do ewentualnego jego odbicia z rąk gestapo. Następnego dnia Szymon odwołał gotowość do akcji, bo – jak nam powiedział – Niemcy wywieźli już Grota z Warszawy. Aresztowanie Roweckiego mocno odbiło się na psychice „Szymona”. Jadwiga Kowalska wspominała po latach: „Był zupełnie załamany. To co się stało, określał mianem tragedii i pytał, co teraz będzie dalej?” Czy obwiniał sam siebie, że nie dopilnował Komendanta? Nigdy się nie dowiemy…

Epilog

Nowym Komendantem AK został gen. „Bór”, a jego osobistym ochroniarzem „Szymon”. Towarzyszył „Borowi” aż do upadku Powstania Warszawskiego. Po pobycie w obozie jenieckim wrócił do Polski. Zaangażował się ponownie w konspiracji jako członek siatki wywiadowczej rotmistrza Witolda Pileckiego. Aresztowany i skazany w procesie rotmistrza na 8 lat. Był brutalnie przesłuchiwany. Wyszedł z więzienia UB w 1956 r. Zmarł kilka miesięcy po wyjściu z więzienia. Sekcja zwłok wykazała zawał serca…

Print Friendly, PDF & Email
  • Udostępnij

  • Pewnie Ci się spodoba:

    O autorze Zobacz wszystkie wpisy autora

    Mateusz Staroń

    Mateusz Staroń

    Historyk, współzałożyciel pierwszej na świecie marki odzieży patriotycznej Surge Polonia. Wyróżniony w konkursie IPN-u na "Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2010 r." Autor publikacji naukowych m. in. książki "Likwidacja Polskiego Korpusu Posiłkowego w 1918 r." oraz artykułów popularyzatorskich na blogu Surge Polonia. Jego wielkimi pasjami są historia i góry.

    • snake

      Brawo!,ciekawy,interesujący temat.Proszę o więcej!