„Stasinek” – jednooki likwidator z Armii Krajowej

Był synem legendarnego dowódcy polskich spadochroniarzy. Dowodził najlepiej przeprowadzoną akcją Kedyw-u w Warszawie. Mówiono o nim „gwiazda pierwszej jasności” i „człowiek legenda”. Podczas Powstania Warszawskiego został ciężko ranny i stracił wzrok. Na emigracji został fizjoterapeutą. Jego pasją było strzelanie z łuku. Strzelał nawet w towarzystwie królowej Elżbiety II!

Stanisław Sosabowski junior urodził się w 1917 r. Był synem generała Stanisława Sosabowskiego – przyszłego dowódcy 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Od urodzenia nie widział na jedno oko, które stracił podczas porodu. Używał sztucznego oka, o czym nie wiedziała najbliższa rodzina i znajomi. W 1935 r. zdał maturę w warszawskim gimnazjum. Później został przyjęty do Szkoły Podchorążych Sanitarnych i studiował na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego. Wybuch wojny przerwał jego przygotowania do obrony dyplomu. Podczas kampanii polskiej 1939 r. służył jako lekarz w stopniu podporucznika. Cudem uniknął śmierci – ocalał jako jedyny z pociągu sanitarnego, który został zbombardowany przez Niemców.

Przed wojną.

Przed wojną.

Od 1940 r. żołnierz ZWZ-AK. Używał pseudonimu „Stasinek”. Dowódca patrolu, a potem plutonu w pułku „Baszta”. Od 1943 r. dowódca plutonu w późniejszym Oddziale Dyspozycyjnym Kolegium „A” Kedyw-u. Oddział zajmował się dywersją, w tym wykonywał akcje likwidacyjne zdrajców. Jego bezpośredni przełożony Józef Rybicki pisał o nim: Był duszą, sercem i mózgiem tego oddziału. Rogaty, czupurny, czasami sztorcem stający, ale zawsze karny, zawsze bezgranicznie wierny idei walki; śmiałość charakteru biła zawsze od niego. Czuło się zajadłość i nienawiść wprost dziecka, gdy mówił o walce z wrogiem. Mir u chłopaków swoich miał olbrzymi, posłuch nadzwyczajny, miłość ich była do niego ogromna. Był między nimi dziwny związek braterski; Stach nie rozkazywał, ale jak kolega do kolegów, towarzysz walk, do nich mówił. Był dla nich jednak autorytetem bezmiernym. Typowy samorodny dowódca, nie narzucony, ale który sam wyrobił sobie to stanowisko, sam na nie zasłużył.

Dowodził i brał udział osobiście w wielu spektakularnych akcjach m. in. w spaleniu magazynów materiałów pędnych na Woli, akcji w fabryce farmaceutycznej Spiessa, zlikwidowaniu zdrajcy w szeregach AK – porucznika „Lasso”. Najsłynniejszą akcją jego żołnierzy była likwidacja Niemca Karla Schmalza, którego nazywano „Panienką”. „Panienka” był sadystycznym mordercą, który zabił ok. 200 ludzi. Oddział „Stasinka” zlikwidował go w marcu 1944 r. Według Władysława Bartoszewskiego likwidacja „Panienki” była najlepiej przeprowadzoną akcją w Warszawie.

Podczas Powstania Warszawskiego dowodził oddziałem Kolegium „A”. 1 sierpnia 1944 r. jego żołnierze przejęli magazyny wojskowe na ulicy Stawki. 4 sierpnia „Stasinek” został ciężko ranny. Józef Rybicki opisywał jego obrażenia: twarz zalana krwią – nic nie widać, oczu ani rysów twarzy nie widać wyraźnie, wargi rozbite. Wygląd ma ciężko rannego, prawie nieprzytomny. Doktor ”Bohdan” obmywa twarz, widzimy wargi zszarpane, oko to prawdziwe całkowicie nabrzmiałe, spuchnięte powieki nie pozwalają dotrzeć do niego. Trafił do powstańczego szpitala. Opiekowała się nim jego żona Krystyna Dębska-Sosabowska. Podczas ewakuacji Starówki, wyprowadziła go w ostatniej chwili ze szpitala. Chwilę później weszli tam Ukraińcy i wszystkich wymordowali. „Stasinek” prowadzony przez żonę, przeszedł kanałami do Śródmieścia. Po kapitulacji Warszawy, jako ciężko ranny nie udał się do niewoli, ale został ewakuowany. Lekarze w Polsce nie mogli mu pomóc. Konieczna była ewakuacja na Zachód.

Stasinek przed frontem swojego oddziału podczas Powstania Warszawskiego.

Stasinek przed frontem swojego oddziału podczas Powstania Warszawskiego.

Z pomocą przyszedł mu jego ojciec. Już we wrześniu otrzymał on wiadomość, że jego syn jest ciężko ranny. Generał interweniował u ambasadora komunistycznego rządu Polski w Londynie, ludowca Henryka Strasburgera, którego znał już przed wojną. Generał miał przez to problemy w polskim dowództwie, które obawiało się infiltracji i wykorzystania jego problemów osobistych przez komunistyczny wywiad. Generał interweniował też u władz brytyjskich, które ostatecznie załatwiły przelot samolotem RAF-u jego syna z rodziną z Polski. Ojciec i syn, po 6-letniej rozłące, spotkali się w grudniu 1945 r. w Paryżu. Później wyjechali do Londynu. Ojciec rozpoczął walkę o przywrócenie mu zdrowia.

Angielscy lekarze przeprowadzili „Stasinkowi” operację plastyczną i walczyli o przywrócenie wzroku. Okazało się, że miał w oku milimetrowy kawałek betonu. Wydobyto go, ale niestety nerw został uszkodzony. Splot nerwów ocznych na siatkówce – wspominał generał, chroniąc się przed uciskiem odłamka znajdującego się w oku, obrósł blizną. Usunięcie tej narośli z siatkówki bez zniszczenia sieci nerwów ocznych okazało się niemożliwe. „Stasinek” chciał wracać do Polski. Nie podobało mu się w Anglii, ale po nieudanych operacjach musiał jednak tutaj pozostać. Ojciec namówił go, żeby wstąpił do organizacji społecznej, opiekującej się ociemniałymi żołnierzami brytyjskimi i państw sprzymierzonych – St. Dunstans. Dzięki tej instytucji i wsparciu ojca ukończył kurs przeszkolenia w zakresie terapii dla ociemniałych i uznano jego dyplom lekarski. Pracował później w szpitalu jako reumatolog i prowadził prywatny gabinet fizjoterapii. Znalazł sobie również hobby. Jako ociemniały nauczył się strzelać z łuku! Wspominał o tym jego przyjaciel, Stanisław Likiernik: W swoim ogrodzie miał strzelnicę. Strzelał z łuku do tarczy, a potem przy sznurku do tej tarczy szedł i sprawdzał, czy trafiał. I trafiał! Został zaproszony przez królową brytyjską do ogrodów Buckingham Palace i strzelał z łuku przy królowej Elżbiecie II.

Z ojcem po wojnie.

Z ojcem po wojnie.

Pomimo tego, że był ociemniały do śmierci to nie narzekał. Aż do powstania utrzymywał – wspominał Stanisław Likiernik, że widzi normalnie, z perspektywą, trójwymiarowo, bo ma tak od urodzenia i zdążył się przyzwyczaić. Ja zresztą też nie wiedziałem, że miał sztuczne oko. Potem też nigdy nie dał po obie poznać, że to jakiś wielki problem, że jest niewidomy. Nigdy na nic się nie skarżył. To było u niego nieprawdopodobne. Przez pięćdziesiąt sześć lat naszej znajomości nie powiedział a nie jednego słowa skargi na swój los”. „Stasinek” zmarł w Anglii w 2000 roku.

Print Friendly, PDF & Email
  • Udostępnij

  • Pewnie Ci się spodoba:

    O autorze Zobacz wszystkie wpisy autora

    Mateusz Staroń

    Mateusz Staroń

    Historyk, współzałożyciel pierwszej na świecie marki odzieży patriotycznej Surge Polonia. Wyróżniony w konkursie IPN-u na "Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2010 r." Autor publikacji naukowych m. in. książki "Likwidacja Polskiego Korpusu Posiłkowego w 1918 r." oraz artykułów popularyzatorskich na blogu Surge Polonia. Jego wielkimi pasjami są historia i góry.

    • Petroniusz

      Czy wiadomo jak zostal ranny?