Rafał Roskowiński: mural naprawia błędy szkolnictwa [wywiad]

Rafał Roskowiński uznawany jest za legendę polskiego muralu. W jego bogatym dorobku znajdują się dziesiątki prac – w tym wiele o tematyce patriotycznej. O swoich pasjach, początkach muralu w Polsce, a także zainteresowaniach historycznych i kulturowych opowiedział specjalnie dla czytelników bloga Surge Polonia.

Artysta uznawany jest za jedną z czołowych postaci nowoczesnego muralu w Polsce. Jego prace zdobią mury Gdańska, Warszawy, Lublina, Bukaresztu i wielu innych miast. Dzięki staraniom Rafała Roskowińskiego zapoczątkowano organizację Międzynarodowego Festiwalu Malarstwa Monumentalnego w Gdańsku, był też założycielem słynnej Gdańskiej Szkoły Muralu, która odpowiada za liczne realizacje artystyczne w całym kraju.

Z Rafałem Roskowińskim rozmawia Darek Rybacki.

***

Pana nazwisko wiązane jest z muralami, a jednak tworzy Pan w różnych technikach – czy nie przeszkadza Panu łatka malarza wielkoformatowego?

Siłą rzeczy jestem kojarzony z malarstwem ściennym, gdyż zajmuję się tym bardzo długo, a murale mojego autorstwa są najbardziej znane. Przyzwyczaiłem się do tego, jednak sam uważam się przede wszystkim za malarza w szerokim tego słowa znaczeniu.

A skąd wzięła się Pana fascynacja tego rodzaju formą artystyczną?

W czasach, kiedy zdobywałem dyplom, tj. w okolicach 1990 roku, malarstwo nie było modne. Artyści, którzy nie zajmowali się sztuką konceptualną, nie mieli szans na zorganizowanie jakiejkolwiek wystawy.

Warto przy tym dodać, że galerie organizujące modne wystawy sztuki konceptualnej w zasadzie świeciły pustkami. Strasznie mnie to irytowało. Uznałem, że jedyną formą zdobycia szerszego grona odbiorców jest malowanie w przestrzeni publicznej. Dzięki temu codziennie miało się wernisaż, codziennie skłaniało się do refleksji dziesiątki osób. W przestrzeni publicznej miałem naturalną widownię.

Mój początek był więc związany z buntem, z niemożnością przekazania odbiorcom swojej twórczości za pomocą popularnych wówczas technik.

Polscy żołnierze, Warszawa. Autor - Rafał Roskowiński. Fot. ze zbiorów autora.

Polscy żołnierze, Warszawa. Autor – Rafał Roskowiński. Fot. ze zbiorów autora.

I jak ci odbiorcy reagowali na murale w pierwszej połowie lat 90? Wówczas nie było to chyba zjawisko powszechnie znane…

W tym okresie ciężko mówić o muralach. Z pozycji akademickiej ten rodzaj twórczości nazywano wtedy malarstwem ściennym. Słowo „mural” nie było w ogóle znane. Ludzie kojarzyli sformułowanie „graffiti”. Były to jednak zupełnie inne działania artystyczne, więc nie chciałem, aby moja twórczość była kojarzona właśnie z tym hasłem.

Szukając właściwej nazwy, zapożyczyłem od popularnych artystów meksykańskich określenie „murales”. Ta nazwa była oficjalnie używana przez wiele lat. Dopiero po 2000 roku i eksplozji twórczości Banksy’ego do naszego słownika na stałe weszło sformułowanie „mural”. Jego polskim odpowiednikiem jest malatura, czyli działanie farbą na ścianie.

W Pana dorobku artystycznym jest wiele prac, które nawiązują do polskiej historii. Skąd wzięło się u Pana tak duże zainteresowanie właśnie tym tematem?

Pochodzę z rodziny artystycznej. Mój ojciec również jest malarzem. Dorastałem w tradycji malarstwa XIX-stowiecznego. Moimi największymi inspiracjami byli wielcy polscy mistrzowie z tego okresu – bracia Gierymscy, Brandt, Chełmoński, Matejko czy Kossakowie. Obecnie malarstwo historyczne nie jest dzisiaj zbyt popularne, jednak w XIX wieku cieszyło się ogromną popularnością – nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Moja dzisiejsza twórczość jest próbą powrotu do tych wspaniałych tradycji.

Mural przy stadionie Polonii Warszawa. Autor - Rafał Roskowiński. Fot. ze zbiorów autora.

Mural przy stadionie Polonii Warszawa. Autor – Rafał Roskowiński. Fot. ze zbiorów autora.

Historia jest także niewyczerpanym źródłem tematów…

Zgadza się. Istnieje wiele kwestii, których historia nie naświetliła wystarczająco. Warto o takich zapomnianych rzeczach mówić. Mało kto pamięta bitwę pod Kłuszynem z pierwszej połowy XVII wieku czy powojenne powstanie antykomunistyczne. Historia jest w wielu miejscach zakłamana, a moja sztuka stara się ją przekazać na nowo.

To jednak nie wszystko. Artysta musi także wyczuwać nastroje społeczne, mówić o nich. W kontekście obecnej sytuacji politycznej udało mi się stworzyć takie prorocze dzieło w Gdańsku. Przedstawia ono Miłosza z grupą strajkujących robotników. Nawiązuje do wizyty noblisty w Gdańsku w 1981 roku. Ostrzegł on wtedy przywódców Solidarności, że jeśli odwrócą się od ludzi, ci zwrócą się przeciwko nim. Na moim muralu robotnicy w tle mają w dłoniach symboliczne kosy postawione na sztorc.

Miłosz w Gdańsku - mural na gdańskiej Zaspie. Autor - Rafał Roskowiński. Fot. ze zbiorów autora.

Miłosz w Gdańsku – mural na gdańskiej Zaspie. Autor – Rafał Roskowiński. Fot. ze zbiorów autora.

W przyszłości zamierzam zrobić także serię murali unijnych dotyczących Polski jagiellońskiej. Skupiały będą się na demokracji, wielokulturowości, rozwoju gospodarczym, technicznym – chciałbym pokazać Polskę od tej strony. Jedną z takich prac jest jeszcze niedokończona „Unia Lubelska”, oczywiście w Lublinie. Pomysłów jest zresztą znacznie, znacznie więcej.

Do której ze swoich prac patriotycznych ma Pan największy sentyment?

Jest jedna taka praca. Znajduje się w Gdańsku, przy ulicy Jana z Kolna, zatytułowana została „Szarża lekkiej chorągwi”. Namalowałem tam wszystko, co zawsze chciałem malować – konie, szlachtę, szable, pistolety, janczarki, kałkany.

Niedawno w gdańskiej Oruni zakończyliśmy mural o żołnierzach wyklętych. Wykonani są w stylu komiksowych Avengersów. To też bardzo fajna praca. Mimo to nie przyzwyczajam się do dawnych realizacji, bo ciągle myślę o nowych.

Wyklęci w stylu Avengersów, Gdańsk. Autorzy - Rafał Roskowiński, Emil Goś. Fot. ze zbiorów autora.

Wyklęci w stylu Avengersów, Gdańsk. Autorzy – Rafał Roskowiński, Emil Goś. Fot. ze zbiorów autora.

Z drugiej strony – czy istnieje praca, którą dzisiaj stworzyłby Pan nieco inaczej, coś poprawił, coś zmienił?

Nie, chyba nie istnieje taka praca. Są oczywiście murale tworzone w czasach, kiedy miałem odrobinę inne podejście emocjonalne, ale i tak nic bym nie zmieniał. Niech moje dzieła ocenia historia, historycy sztuki, a przed wszystkim społeczeństwo, bowiem znajdują się one w przestrzeni miejskiej.

Czy Pana zdaniem mural może być nowoczesną metodą promocji patriotyzmu?

W muralu o tematyce historycznej czy kulturowej z pewnością nie powie się wszystkiego. Nie o to zresztą chodzi, niektóre rzeczy są bowiem symboliczne i umowne. On ma przede wszystkim inspirować do samodzielnego szukania w źródłach czy książkach. W tym ujęciu mural naprawia błędy szkolnictwa. Zachęca do szukania odpowiedzi na pytania kim był rotmistrz Pilecki, kapitan Raginis czy piloci Dywizjonu 303. A idąc dalej – promuje bardzo dobre postawy. Dzisiejsza Polska została odarta ze swoich autorytetów, to ułatwia rządzenie społeczeństwem. Murale przywracają narodowych bohaterów na ich właściwe miejsce.

Mural poświęcony rtm. Witoldowi Pileckiemu, Warszawa. Autorzy - Rafał Roskowiński, Emil Goś, Michał Węgrzyn. Fot. ze zbiorów autora.

Mural poświęcony rtm. Witoldowi Pileckiemu, Warszawa. Autorzy – Rafał Roskowiński, Emil Goś, Michał Węgrzyn. Fot. ze zbiorów autora.

To może być ryzykowne stwierdzenie, ale czy nie sądzi Pan, że rosnąca popularność murali w Polsce związana jest w dużej mierze z ich patriotyczną funkcją?

Instynkt malowania ścian tkwi w człowieku od czasów groty z Lascaux. Pierwotną formą sztuki naturalnej, behawiorystycznej jest właśnie malowanie naścienne. Każdy człowiek ma w sobie taką pierwotną potrzebę – wystarczy spojrzeć na drzwi w toaletach publicznych czy na ławki w parku.

Przykłady można mnożyć i mnożyć. Marcin Rutkiewicz w swojej książce „Graffiti 1940-2010” słusznie zauważył, że pierwszym polskim znakiem ratingowym był symbol Polski Walczącej – z tą różnicą, że dzisiejszy graficiarz za swoje dzieło może dostać mandat, a ten z czasów wojny zostałby zwyczajnie skazany na śmierć. Ciężko w takiej sytuacji powiedzieć, że wśród ludzi malowanie na ścianach jest jakoś szczególnie popularne właśnie dzisiaj. Współczesny szum wokół tego zagadnienia nazwałbym raczej zainteresowaniem medialnym.

Przechodząc bezpośrednio do pytania, nie można mówić o tym, że patriotyczny wymiar murali wpływa na popularność tej formy sztuki w ogóle. Są murale reprezentujące idee różnych grup społecznych, poruszające różne zagadnienia, pełniące różne funkcje. Jedne murale poruszają tematy socjologiczne, inne tematy sportowe, jeszcze inne patriotyczne. Tak jest od zawsze.

Gdyby miał Pan nieograniczone środki na pojedynczą pracę związaną z polską tradycją – co chciałby Pan stworzyć i gdzie?

Zdecydowanie panoramę Bitwy Warszawskiej z 1920 roku, najlepiej gdzieś pod Warszawą. Być może w formie ściennej, być może w formie płóciennej. Zresztą – bitwy to nie wszystko. Chciałbym również opowiadać o sukcesach gospodarczych, o stworzeniu Centralnego Okręgu Przemysłowego, wybudowaniu od podstaw Gdyni. Przed wojną nasi przodkowie odziedziczyli kraj w kompletnej ruinie i w ciągu kilku lat potrafili stworzyć wielkie dzieła, tymczasem dzisiaj politycy chwalą się, że w ciągu ćwierć wieku wybudowali 300 kilometrów dróg.

Moim marzeniem jest też malowanie na budynkach administracyjnych – dworcach, pocztach. Te wybudowane w latach trzydziestych wydają się być dosłownie przygotowane pod murale.

Rafał Roskowiński podczas pracy. Fot. ze zbiorów autora.

Rafał Roskowiński podczas pracy. Fot. ze zbiorów autora.

Jedni fascynują się szarżami husarskimi, inni działalnością Cichociemnych, jeszcze inni twórczością Chopina. Mam wrażenie, że Pana ulubionym tematem są czasy Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Mam rację?

Tak [śmiech]. To ta tematyka. Jestem rozkochany w Rzeczpospolitej Obojga Narodów, interesuję się także Kozacczyzną, samodzielnie składam czajkę kozacką w detalu, szukam szczegółów konstrukcyjnych, udało mi się dowiedzieć, że czajki były jednorazowe. Dlatego zabraniano ścinania wierzb i topoli królewskich, żeby Kozacy nie mogli ich budować.

Ostatnio zacząłem się także interesować powstaniem listopadowym, bo jest ono trochę zapomniane – w zasadzie powinno się mówić o wojnie polsko-rosyjskiej, bowiem w tym okresie Polska posiadała swój rząd i wojsko. Warto właściwie to definiować.

Mural Wizna 2016. Praca zbiorowa Gdańskiej Szkoły Muralu, autorka - Karolina Pielak. Fot. ze zbiorów autora.

Mural Wizna 2016. Praca zbiorowa Gdańskiej Szkoły Muralu, autorka – Karolina Pielak. Fot. ze zbiorów autora.

Większość osób podziwiając murale, nie zdaje sobie sprawy jak wiele pracy trzeba w nie włożyć. Czy mógłby Pan przybliżyć zaplecze ich wykonania?

Wszystko zależy od powierzchni. Przykładowo 200 metrów kwadratowych, co jest odpowiednikiem bloku o wysokości 5 pięter, wymaga 200 litrów farby, 4 osób oraz tygodnia pracy. Wyliczenia te nie uwzględniają całego zaplecza, które polega na stworzeniu projektów i prac technicznych – rusztowań, podnośników. Jest to czas samego działania artystycznego.

Gdyby miał Pan w jednym zdaniu streścić podstawową, fundamentalną zasadę patriotyzmu – jak by wg Pana brzmiała?

Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Print Friendly, PDF & Email
  • Udostępnij

  • Pewnie Ci się spodoba:

    O autorze Zobacz wszystkie wpisy autora

    Darek Rybacki

    Darek Rybacki

    Twórca bloga patriotycznego Herbowi.pl, założyciel Fundacji Promocji Patriotyzmu "Herbowi". Rekonstruktor historyczny w stanie spoczynku. Organizator turystyki pieszej. Ambasador i współpracownik marki Surge Polonia.