Człowiek, który rozgryzł bolszewików

Jeden z wielkich zapomnianych. Amator-kryptolog i doskonały oficer wywiadu. W 1920 r. złamał sowieckie szyfry wojskowe, dzięki czemu Piłsudski mógł rozgromić Armię Czerwoną pod Warszawą. Persona non grata w ZSRR. Podczas II wojny światowej brał udział w wielu spektakularnych operacjach wywiadowczych, wymierzonych również w plany sowietyzacji Polski. Zdjęty ze stanowiska przez aliantów na wyraźne polecenie Stalina.

Młody Jan Kowalewski zdziwiłby się, gdyby ktoś mu powiedział, że będzie miał ogromny wpływ na losy Polski. Ten urodzony w 1892 r. łodzianin ukończył liceum handlowe w swoim rodzinnym mieście, a później studiował chemię techniczną w Szwajcarii. Tuż przed wybuchem I wojny światowej zdobył swoją pierwszą posadę jako inżynier-chemik. Zawierucha wojenna rzuciła go w szeregi armii rosyjskiej. Walczył na Bukowinie i Mołdawii. W trzecim roku wojny otrzymał nominację oficerską. Po wybuchu rewolucji służył w różnych polskich formacjach wojskowych w Rosji. Do Polski powrócił w maju 1919 r.

Zausznik Piłsudskiego

Kowalewski posługiwał się biegle językiem niemieckim, francuskim i rosyjskim. Był obdarzony niezwykłymi zdolnościami matematycznymi i wyobraźnią. Znał pragmatykę służby łączności w armii rosyjskiej i zdobył już pierwsze doświadczenia w wywiadzie. Wkrótce otrzymał zadanie zorganizowania polskiego radiowywiadu. Jedynie przez przypadek został krypto-analitykiem i dokonał odkrycia na wagę złota: Miałem posegregować depesze radiowe z nasłuchu – wspominał Kowalewski, i powysyłać do odpowiednich komórek. Wtedy wpadła w moje ręce spora sterta zaszyfrowanych depesz bolszewickich […] Trudno sobie wyobrazić, ale nie było wówczas żadnej komórki deszyfracyjnej i depesze leżały nieodczytane. Nie wytrzymałem i zabrałem się do pracy […] Spędziłem całą noc na tej pracy […] Udało mi się odszyfrować depesze wysyłane przez tzw. „Grupę Mozyrską”. To dokonanie było prawdziwą sensacją wśród polskich sztabowców. Na drugi dzień w sztabie wybuchła sensacja – oto jest ktoś, kto odczytuje bolszewickie szyfry! Powierzono mi utworzenie komórki deszyfracyjnej przy sztabie generalnym. Rozbudowałem całą sieć stacji nasłuchowych. […] Sieć stacji nasłuchowych, połączona była ze sztabem przy pomocy samopiszczących telegrafów Hughesa – wspominał po latach na falach Radia „Wolna Europa”.

Radiostacja polowa na wyposażeniu Wojska Polskiego podczas wojny polsko-bolszewickiej.

Radiostacja polowa Wojska Polskiego podczas wojny polsko-bolszewickiej.

Do pracy w radiowywiadzie zatrudnił wybitnych polskich matematyków. Na przełomie sierpnia/ września 1919 r. złamał pierwsze klucze szyfrowe Armii Czerwonej, a później kolejno Armii Ochotniczej Denikina, „białej” Floty Czarnomorskiej oraz armii ukraińskiej atamana Petlury. Rozpracowanie wszystkich graczy wojny domowej w Rosji pozwoliło Polakom śledzić wydarzenia od Syberii po Piotrogród i od Murmańska po Morze Czarne. Była to bezcenna broń w rękach Polaków. Historyk Grzegorz Nowik porównuje tę rozgrywkę polityczną i rolę radiowywiadu do partii pokera: trwa licytacja już nie o ostatnie portki, ale o życie, a tymczasem za plecami jednego z graczy ustawiamy lustro. Lustro to radiowywiad. Gdy to wiem, zupełnie inaczej spoglądam na przebieg wojny 1920 r. na te wszystkie mniejsze i „cudowne” wydarzenia. Do końca 1920 r. polski radiowywiad przejął kilka tysięcy szyfrogramów, złamał ponad 100 kluczy szyfrowych Armii Czerwonej, które dla bezpieczeństwa zmieniano co jakiś czas. Doszło do tego, że Polacy czytali sowieckie depesze szybciej niż adresaci wiadomości. Kowalewski z nasłuchu wiedział o rozdźwiękach w Armii Czerwonej między Tuchaczewskim a Budionnym i jego komisarzem politycznym Stalinem. Raporty z tych rozmów lądowały na biurku Naczelnego Wodza. Informacje przesyłane przez Kowalewskiego miały bezwzględnie decydujący wpływ na decyzje strategiczne Piłsudskiego i rozmach polskiego zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej. Wszystko dzięki najcenniejszemu zausznikowi Piłsudskiego.

Persona non grata

W 1921 r. trafił na Górny Śląsk – kierował tam powstańczym wywiadem podczas zwycięskiego III Powstania Śląskiego. Wkrótce otrzymał zaproszenie przyjazdu do Kraju Kwitnącej Wiśni. Japoński wywiad zwrócił się z prośbą do Polaków o pomoc w tworzeniu ich służby kryptograficznej. Po dalekowschodnim epizodzie w swoim życiu rozpoczął studia w paryskiej Ecole Superieure de Guerre (Wyższa Szkoła Wojenna). W 1929 r. został wysłany na jedną z najcięższych placówek wywiadowczych świata. Otrzymał stanowisko attaché wojskowego w Moskwie. Pomimo ogromnych trudności zorganizował wzorowo funkcjonującą placówkę wywiadu, która dostarczała bezcennych informacji. Potrafił z pamięci rysować sprzęt wojskowy widziany podczas defilad na Placu Czerwonym. Miał być mistrzem w interpretowaniu pozyskanych informacji: Potrafi badać hipotezy, które na pierwszy rzut oka wydają się fantastyczne, ale często się sprawdzają – wspominał francuski ambasador w Moskwie. Jego działalność była solą w oku Sowietów. W 1933 r. został uznany za persona non grata i musiał opuścić Moskwę. Oddelegowano go na analogiczne stanowisko do Bukaresztu, gdzie spędził 4 lata i zajmował się umacnianiem sojuszu polsko-rumuńskiego. Tuż przed wojną spróbował swoich sił w polityce. Jako zdeklarowany piłsudczyk w 1937 r. został szefem sztabu Obozu Zjednoczenia Narodowego. Jak sam pisał epizod ten był „krótki i niefortunny”. Później pracował na stanowisku dyrektora firmy TISSA, powiązanej z polskim wywiadem. Jego zadaniem był handel bronią i import surowców strategicznych dla przemysłu obronnego w Polsce.

Jan Kowalewski (pierwszy z lewej). Sławięcice, III Powstanie Śląskie, 1921 r.

Jan Kowalewski (pierwszy z lewej). Sławięcice, III Powstanie Śląskie, 1921 r.

Drugie starcie ze Stalinem

Po wybuchu wojny został ewakuowany do Rumunii, a następnie do Francji.  Tam ponownie włożył wojskowy mundur. Pomimo, że był zdeklarowanym piłsudczykiem został przyjęty do czynnej służby. W momencie upadku Francji przedostał się do Lizbony. W stolicy szpiegostwa II wojny światowej został kierownikiem placówki-centrali siatki szpiegowskiej zbierającej informacje z całej Europy Zachodniej. Placówka lizbońska stanowiła najważniejsze ogniwo szeroko zakrojonej tzw. Akcji Kontynentalnej polskiego rządu w Londynie, którą zainspirował Kowalewski. Jej zadaniem było zorganizowanie podziemnej walki z Niemcami wszystkimi sposobami (oprócz otwartej akcji zbrojnej), a w szczególności zbieranie informacji politycznych i gospodarczych o państwach Osi i jej satelitów oraz prowadzenie akcji propagandowej. To w jego willi pod Lizboną zbiegały się wszystkie nici tej spektakularnej akcji. Jego raporty lądowały m.in. na biurku Winstona Churchilla. Brytyjczycy zachwalali sprawność jego działań i oceniali go jako „wyjątkowo zdolnego”.

Kowalewski prowadził tajne rokowania z przedstawicielami Węgier, Rumunii i Włoch w sprawie ich przejścia do obozu aliantów. Plany Polaków pokrzyżowali sami alianci. W 1943 r. na konferencji w Casablance Roosevelt i Churchill ustalili, że z państwami Osi nie mogą być prowadzone żadne negocjacje, lecz będzie obowiązywać wobec nich zasada „bezwarunkowej kapitulacji”. Z kolei na konferencji w Teheranie podjęto decyzję o rezygnacji z inwazji aliantów na Bałkanach – oznaczała ona oddanie Sowietom państw Europy Środkowo-Wschodniej. Pomyślna realizacja koncepcji Kowalewskiego mogła całkowicie odmienić powojenne losy państw Europy Środkowo-Wschodniej, w tym również Polski. Nie uzyskała jednak akceptacji przywódców wielkich mocarstw. W 1944 r został odwołany z placówki w Lizbonie na kategoryczne żądanie samego Stalina, który wymienił go imiennie na swojej liście osób „do odstrzału”. Drugie starcie ze Stalinem tym razem zakończyło się jego porażką. Wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie zajął się koordynowaniem polskich oddziałów sabotażowo-dywersyjnych podczas operacji „Overlord”.

Po wojnie pozostał na emigracji w Londynie. Do 1954 r. był wydawcą miesięcznika „East Europe and Soviet Russia” i współpracował z Radiem „Wolna Europa”. Publikował w polskiej prasie emigracyjnej i obcojęzycznej. W 1963 r. złamał szyfry Romualda Traugutta – dyktatora Powstania Styczniowego. Dwa lata później zmarł po przegranej walce z rakiem.

Print Friendly, PDF & Email
  • Udostępnij

  • Pewnie Ci się spodoba:

    O autorze Zobacz wszystkie wpisy autora

    Mateusz Staroń

    Mateusz Staroń

    Historyk, współzałożyciel pierwszej na świecie marki odzieży patriotycznej Surge Polonia. Wyróżniony w konkursie IPN-u na "Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2010 r." Autor publikacji naukowych m. in. książki "Likwidacja Polskiego Korpusu Posiłkowego w 1918 r." oraz artykułów popularyzatorskich na blogu Surge Polonia. Jego wielkimi pasjami są historia i góry.

    • Michał Pękała

      Panie Mateuszu fajny artykuł. Przydałby się podobny o generale Rozwadowskim co jak dla mnie bardziej ludziom nieznany a jakże istotny człowiek dla naszej historii.

      • Mateusz Staroń

        Dziękuję – rozgryzę również ten temat 🙂