Zwycięskie epizody Powstania Warszawskiego

Warsaw_Uprising_-_Prudential_Hit_-_frame_2a

1 sierpnia 1944 r. rozpoczęło się Powstanie Warszawskie. Niemcy dysponowali ogromną przewagą liczebną i technologiczną nad Polakami. Bez pomocy z zewnątrz wynik powstania był z góry przesądzony. Po 63 dniach zaciętych walk powstanie zakończyło się kapitulacją powstańców. Uczestnicy powstania nie mogli sami przeważyć szali zwycięstwa na swoją korzyść, ale udało im się odnieść szereg lokalnych sukcesów. Właśnie o tych zwycięskich epizodach jest ten artykuł.

Walczą fanatycznie i zaciekle. Uzyskane przez własne oddziały rezultaty po trzytygodniowej walce są nikłe, mimo wsparcia licznych najnowocześniejszych rodzajów broni – tak o Polakach i postępach w tłumieniu zrywu pisało niemieckie dowództwo. Zawziętość polskich powstańców była ogromna. Ale Polacy nie tylko się bronili, ale również zaciekle atakowali. Żołnierze i ludność cywilna była spragniona sukcesów, a przede wszystkim zdobycia na Niemcach broni. Każde zdobycie placówki, budynku, reduty, gdzie stacjonowali Niemcy wywoływało nadzieję na zdobycie wymarzonej broni. Liczył się również efekt psychologiczny – każde zwycięstwo dodawało skrzydeł i podnosiło morale powstańczego wojska. Żeby odnieść sukces potrzebne było dobre planowanie, pomysłowość i wykorzystanie niekonwencjonalnych środków walki. Podczas Powstania miało miejsce sporo takich wydarzeń. Zwycięskie zdobycie PAST-y, Kościoła św. Krzyża i Komendy Policji, czy też Prudentialu zapamiętał każdy powstaniec. Przypomnijmy sobie kilka z nich, uważanych za najważniejsze i najsłynniejsze, które lotem błyskawicy rozeszły się w powstańczej Warszawie.

„Drapacz” opanowany!

1 sierpnia 1944 r. Godzina „W”. Na parterze najwyższego budynku w mieście panowało ogromne zamieszanie. Tłum powstańców i cywilnych gapiów kotłował się u wejścia. Jedna z łączniczek wręczyła flagę młodemu powstańcowi. Wieszamy flagę, kto ma broń – za mną! – krzyknął „Garbaty”. Obok wyrwał się cywil z opaską na ręku i powiedział: Jestem dziennikarzem, proszę pseudonimy. W jednej chwili padło kilkanaście osobliwych nazw, po czym nabuzowani adrenaliną młodzieńcy ruszyli do biegu po schodach – 16 pięter do góry. W budynku byli jeszcze Niemcy – jeden z nich o mały włos, a zabiłby jednego ze śmiałków. Ale uciekł. Zziajani dobiegli na sam szczyt i zatknęli flagę na szczycie. „Garbaty” wydał rozkazy: W dwuszeregu zbiórka. Na ramię broń! Prezentuj broń! Salutujących flagę dobiegły z dołu krzyki: Hurra! Hurra! I śpiew „Warszawianki”. W tym momencie wieżowiec był już na muszce niemieckiego czołgu. Padł strzał. Zdobywcy musieli w pospiechu opuścić szczyt. „Garbaty” krańcowo wyczerpany zachwiał się i osunął na ręce kolegów. Ale nic poważnego mu się stało. Chorował na odmę płucną.

"Prudential" przed wojną. Ten najwyższy budynek w mieście nazywano "Drapaczem".

„Prudential” przed wojną. Ten najwyższy budynek w mieście nazywano „Drapaczem”.

„Drapacz” został zdobyty podczas pierwszych godzin walk w stolicy. Zawieszona flaga oznajmiła mieszkańcom, że powstanie się zaczęło. „Garbaty” tym swoim brawurowym czynem przeszedł do historii Powstania – stwierdził jego dowódca Henryk Leliwa-Roycewicz. „Drapaczem” potocznie nazywano budynek „Prudentialu”. Zbudowano go w latach 1931-1933 jako siedzibę angielskiego Towarzystwa Ubezpieczeń „Prudential” (Przezorność). Liczący 16 pięter i 68 metrów wysokości gmach był wówczas najwyższym budynkiem w Polsce. Budynek pozostawał w polskich rękach do końca powstania. Przez cały okres walk był mocno ostrzeliwany, spadło na niego w sumie ok. 1000 pocisków. Powiewająca na nim polska flaga tak złościła Niemców, że strzelali dotąd, aż strącili maszt, na którym wisiała. Jednak stabilna konstrukcja przetrwała powstanie. Po wojnie biurowiec odbudowano.

Największa zdobycz Powstania

Czołgi! Za mur! Czołgi posuwają się ulicą między murem cmentarza a Gęsiówką, trzepiąc z kaemów. Kuba przy bramie cmentarza krzyczy: Piaty! Piaty! Szykujemy się do rzutów granatami. Kołczan pędzi szybko z wielką wiązką handgranatów, widać nie chce stracić okazji. Daleko rzucać! Daleko rzucać! – ryczy obserwator na murze cmentarza. Oddzieleni murem nie widzimy, co się dzieje na ulicy. Wybuchają pierwsze granaty. Potworny huk. Odnoszę wrażenie, że ziemia się kołysze. Widocznie walą gamony. Ciskam teraz ja. Gamon, potrójnie ładowany plastykiem, zakreśla wysoki łuk i nawet nie dolatuje do środka ulicy. Czuję, że tym rzutem zupełnie się skompromitowałem. Pali się! Dosyć! Nie rzucać więcej! – wspominał wydarzenia z poranka 2 sierpnia 1944 r. żołnierz batalionu „Zośka” Witold Bartnicki. Przeciwnikiem jego oddziału były dwa niemieckie czołgi „Pantera”, które zaatakowały z samego rana pozycje powstańcze. Jeden z nich unieszkodliwiono na ul. Okopowej, co zrelacjonował Bartnicki, z kolei drugi uciekł – powstańcy dopadli go kilka ulic dalej.

mechanik

Jan Uniewski (w luku) majstruje przy zdobytej „Panterze”. Czołg weźmie później udział w walkach i będzie istotnym wzmocnieniem sił powstańców.

„Pantera” zrobiła na powstańcach, uzbrojonych w lekką broń, kapitalne wrażenie: Czołg wydaje się nam kolosem, ślady wybuchów granatów na klapie wieżyczki mają wygląd niewielkich wgnieceń. „Zupełnie jak od dmuchnięcia w miękkie ciasto” – przychodzi mi na myśl porównanie. Z miejsca przystąpiono do naprawy uszkodzonych pojazdów. Jej świadkiem był Dowódca AK gen. „Bór” Komorowski: Wszyscy byli podnieceni, czekając czy ruszy. Patrzyłem na starego robotnika: z odwiniętymi rękawami, przy pomocy dwóch żołnierzy Kedywu ciągle coś majstrował i poprawiał w motorze […] Nie zwracał żadnej uwagi na pogwizdujące kule niemieckiego karabinu maszynowego i najspokojniej robił swoje. A potem, jeszcze chwil i motor naprawdę ruszył. Majster miał wszelkie prawo do dumy. Zaoliwionymi rękami otarł pot z uśmiechniętej twarzy i zwrócił się do mnie: A com się przez dwa dni naprosił, żeby mnie wzięli. Nie chcieli. Mówili, że jestem za stary do wojny. No a teraz? Był to Jan Uniewski, który wcześniej jako majster naprawiał niemieckie czołgi. „Bór” na ulicy odznaczył go Krzyżem Zasługi. Zdobyte czołgi utworzyły Samodzielny Pluton Pancerny „Wacek”, który użytkował czołgi do 11 sierpnia, czyli opuszczenia „Woli” przez „Zośkę”. Przejęcie dwóch niemieckich „Panter” było największą zdobyczą Powstania i sporym sukcesem.

„Wykurzyć Niemców ogniem”

Ze szczytu drapacza chmur Niemcy terroryzowali duży kawał Śródmieścia. Mieli nas jak na dłoni. Ostrzeliwali ulice, zrzucali z góry granaty. Tak zginął nasz kolega Tadzio Czerwiński. Wychylił się i trafiła go kula – wspominał Stanisław Brzosko „Socha” z batalionu „Kiliński”. PAST-a była niemieckim cierniem w Śródmieściu i sprawiała Polakom wiele kłopotów. Utrudniała komunikację w zdobytej przez powstańców dzielnicy. Próbowano ją zająć już 2 sierpnia, ale bezskutecznie. Niemcy zaciekle jej bronili, gdyż znajdowała się tutaj ważna centrala łączności Wermachtu. Placówkę zawczasu przygotowano do obrony przed nagłym atakiem grupy dywersyjnej. Ponawiane jeszcze kilka razy próby opanowania gmachu, za każdym razem kończyły się niepowodzeniem i dużymi stratami atakujących. Ktoś rzucił pomysł wykurzenia Niemców ogniem, ale uważano to za ostateczność, ponieważ chciano zachować cenną aparaturę, którą można będzie wykorzystać do nawiązania łączności z innymi dzielnicami.

Powstańcy z batalionu „Kiliński” na barykadzie na ul. Zielnej obserwują płonący gmach PAST-y.

Powstańcy z batalionu „Kiliński” na barykadzie na ul. Zielnej obserwują płonący gmach PAST-y.

20 sierpnia 1944 r. przystąpiono do kolejnego i jak się okazało ostatniego szturmu. Planowano, że w przypadku jego niepowodzenia, do akcji wkroczy broń specjalna – trzy tony nafty, benzyny i ropy w celu wykurzenia Niemców. Budynek planowano oblać mieszanką zapalającą przy pomocy strażackich motopomp. Ten pomysł miał przynieść nad wyraz skuteczne efekty. Do szturmu szykowało się na pozycjach wyjściowych ok. 300 powstańców uzbrojonych w pistolety maszynowe, granaty i butelki zapalające. Akcją dowodził rtm. Henryk Leliwa-Roycewicz „Leliwa”. Szturm rozpoczął się o 3:00 w nocy od eksplozji dwóch ładunków plastiku, które utworzyły przejścia do 8-piętrowego budynku PASTy. Celem było wejście na III piętro i rozcięcie załogi niemieckiej na dwie części – górną i dolną. Przez dziury w sąsiednich budynkach do PAST-y weszły zespoły szturmowe. Wewnątrz rozpoczął się ciężki bój. Rozpoczyna się najbardziej dramatyczna część akcji. Powstańcy nie znają rozkładu pomieszczeń, a wewnątrz panują nieprzeniknione ciemności. Trwa strzelanina na oślep, na szczęście żaden z powstańców nie został jeszcze zabity ani ranny. Po pewnym czasie żołnierze czują zapach spalenizny i orientują się, że temperatura powietrza gwałtownie podnosi się. Nie ulega wątpliwości, że gdzieś w pobliżu szaleje pożar – napisał Robert Bielecki w książce W zasięgu PAST-y. Pożar wybuchł w kilku miejscach budynku. Po 4 godzinach walki wewnątrz, oddziały szturmowe musiały się wydostać z wnętrza budynku – groziło im spalenie. O 7:00 opuściły one budynek. PAST-a po raz kolejny oparła się powstańcom.

Do akcji weszła motopompa. W krótkim czasie zużyto 1000 litrów mieszanki zapalającej. Wkrótce rtm. „Leliwa” wydał rozkaz swojemu adiutantowi: Sprawdź palenie. Adiutant biegiem wrócił z meldunkiem: Panie rotmistrzu, pali się. Jak się pali? – padło pytanie rotmistrza. Pali się jak cholera – brzmiała odpowiedź. Palić trzecie i drugie piętro – rzucił „Leliwa”. Gmach zaczął się palić jak pochodnia. Obserwatorzy mieli mieszane uczucia na ten widok – zadowolenia i grozy. Podpalanie dało się we znaki Niemcom, gdyż już wkrótce na szczytowym tarasie ukazał się żołnierz niemiecki, który żółtą flagą zaczął nadawać sygnały wzywające pomocy. Zaraz po tym nadleciał niemiecki samolot, który kilkakrotnie okrążył płonący gmach PAST-y, aby rozeznać się w sytuacji. Na tę chwilę atak przerwano. Gdy samolot odleciał w kierunku Okęcia, rtm. „Leliwa” rozkazał wznowić podpalanie.

Radość powstańców po zdobyciu PAST-y.

Radość powstańców po zdobyciu PAST-y.

W tym momencie obrona niemiecka się załamała. Z budynku zaczęli wybiegać Niemcy, próbując ratować się na własną rękę. Wyłapywali ich powstańcy. Kiedy wypalił się już parter budynku, do akcji wkroczyły oddziały powstańcze w celu „wyczyszczenia” budynku. W środku panowało piekło. Były wczesne godziny popołudniowe. Wszystko to odbywało się w pewnym nieładzie, trudnym zresztą do uniknięcia w ogniu walki i entuzjazmie, jaki ogarnął powstańców. Powszechnie wyczuwano, że obrona PAST-y dobiega końca, że hitlerowcy lada moment skapitulują i że można będzie zdobyć na nich upragnioną broń – opisuje ten wyjątkowy moment Robert Bielecki. Tymczasem obrońcy w większości schronili się w piwnicach. Zaczęto ich wywlekać na zewnątrz. Suma summarum Polacy wzięli ok. 120 jeńców. W walkach zginęło ok. 30 Niemców i 17 powstańców. Na samym szczycie wywieszono biało-czerwoną flagę. Budynek pozostał w polskich rękach do końca powstania. Zdobycie PAST-y uznaje się za jeden z największych sukcesów powstańców.

„Lewar” , „Harnaś”, „Grażyna”

 Po spektakularnym zdobyciu PAST-y, polskie dowództwo starało się utrzymać inicjatywę i zdecydowano się wyprzeć przeciwnika z kolejnych budynków na Śródmieściu. Na celownik wzięto niemieckie placówki w Kościele św. Krzyża i Komendzie Policji. Liczyły one ok. 160 żołnierzy, którzy byli doskonale wyposażeni w broń maszynową. Polacy do akcji rzucili ok. 330 żołnierzy uzbrojonych w broń maszynową, granaty i butelki zapalające. Po sprawdzeniu się w akcji na PAST-ę „broni specjalnej”, w odwodzie czekała motopompa oraz przygotowana mieszanka zapalająca. Akcją dowodził mjr. Bernard Romanowski „Wola”.

Atak przeprowadzono z trzech tron. Rozpoczął się w nocy z 22 na 23 sierpnia. Najpierw zdobyto brawurowym szturmem Kościół św. Krzyża. W ciężkich walkach w zamkniętych pomieszczeniach torowano sobie drogę używając plastiku, niszcząc stanowiska ogniowe wroga za pomocą rusznic przeciwpancernych „PIAT” i granatów ręcznych. Po kilku godzinach walk udało się dojść do głównych pozycji wroga w Komendzie Policji. Przy ostatecznym szturmie sprowadzono pompę strażacką, która posłużyła do podpalenia ostatniej reduty Niemców – w ten sposób chciano zaoszczędzić polskiej krwi, gdyż Ci chcieli walczyć do końca. Lać! – zdecydował por. „Harnaś”. Na to tylko czekał „sikawkowy”. Szarpnął szlauchem. Pompa za murem poszła w ruch. Ciśnienie narastało, szlauch rytmicznie drgał. Wreszcie strumień ropy chlusnął po oknach i ścianach. Dały się słyszeć niemieckie i rosyjskie wołania, słabł ogień prowadzony z oblanego ropą budynku – wspominał por. Jan Piotrowski „Lewar”. O godz. 12:30 niemiecka załoga poddała się. Walka trwała 9 godzin. Zginęło 32 Niemców, 80 wzięto do niewoli, 48 spłonęło żywcem lub uciekło. Polacy stracili 9 poległych. Zdobyto wiele broni. Uwolniono przetrzymywanych tutaj 60 granatowych policjantów oraz 250 cywilów schowanych w podziemiach Kościoła św. Krzyża.

Broń zdobyta! Uśmiechnięci zdobywcy Komendy Policji obładowani bronią.

Broń zdobyta! Uśmiechnięci zdobywcy Komendy Policji obładowani bronią.

Zdobycie Komendy Policji i kościoła Św. Krzyża było poważnym sukcesem taktycznym, jednym z największych w skali całego Powstania – twierdzi Robert Bielecki […] Podniosło to morale oddziałów Śródmieścia, tym bardziej że walki o kościół i Komendę były szeroko relacjonowane przez powstańczą prasę, a wiadomość o tym sukcesie obiegła szybko całe miasto. W Kościele i Komendzie pojawiali się operatorzy kroniki filmowej, którzy z udziałem żołnierzy „Grażyny” i „Lewara” powtórzyli walki wewnątrz świątyni, by utrwalić je na taśmie. Efekty możemy zobaczyć m.in. na filmie „Powstanie Warszawskie”, wyprodukowanym w 2014 r. przez Muzeum Powstania Warszawskiego.

Takich akcji było dużo więcej i nie sposób ich tutaj wszystkich wymienić. Lokalne sukcesy można liczyć w dziesiątkach, ale rzecz jasna nie zmienią one ogólnego obrazu powstania. Pokazują one jednak ogromną wolę walki powstańców, którzy marzyli o zwycięstwie i oswobodzeniu Warszawy po wielu latach okrutnej niemieckiej okupacji. Podczas tych starć pokazali ogromne męstwo, ułańską fantazję i niezwykłą pomysłowość. Warto w dniu zadumy nad powstaniem pamiętać również o tych szczęśliwych chwilach, kiedy powstańcy zwyciężali.

  • Udostępnij

  • Pewnie Ci się spodoba:

    O autorze Zobacz wszystkie wpisy autora

    Mateusz Staroń

    Mateusz Staroń

    Historyk, współzałożyciel pierwszej na świecie marki odzieży patriotycznej Surge Polonia. Wyróżniony w konkursie IPN-u na "Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2010 r." Autor publikacji naukowych m. in. książki "Likwidacja Polskiego Korpusu Posiłkowego w 1918 r." oraz artykułów popularyzatorskich na blogu Surge Polonia. Jego wielkimi pasjami są historia i góry.