Nieznana historia Powstania Warszawskiego

podpisanie aktu kapitulacji Powstania Warszawskiego

Powstanie Warszawskie to największy zryw militarny w okupowanej przez Niemców Europie. Nierówna walka trwała 63 dni. 1 sierpnia 1944 r. – po latach nieludzkiej i zbrodniczej okupacji niemieckiej – warszawiacy chwycili za broń. Bitwa o Warszawę przyniosła zagładę miasta, śmierć około 150 tys. osób i wypędzenie reszty mieszkańców stolicy.

I Historia, którą zna każdy….

W poniedziałek, 31 lipca o godz. 19 pułkownik Antoni Chruściel „Monter”, dowódca Okręgu AK Warszawa, podpisał rozkaz rozpoczęcia Powstania i skierował go do podległych sobie dowódców. Wtedy wszystko się zaczęło……

Rozkaz rozpoczęcia Powstania Warszawskiego

https://gazetastoleczna.atavist.com/powstanie-warszawskie

Po 63 dniach walki z tyranią i wiary w odzyskanie wolności sytuacja Powstańców stała się dramatyczna. Brakowało wody, żywności, groził wybuch epidemii. Powstańcy trwali już tylko na odseparowanych od siebie „wyspach”. 1 października dowódca AK Tadeusz Komorowski „Bór” wystosował depeszę do Szefa Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie i dowódców okręgów AK
w kraju: „Dalsza walka w Warszawie nie ma już żadnych szans. Zdecydowałem ją skończyć. Warunki kapitulacji gwarantują żołnierzom pełne prawa kombatantów i ludności cywilnej humanitarne traktowanie. Sam iść muszę z żołnierzami do niewoli”.

Tadeusz_Bor_Komorowski_and_Erich_von_dem_Bach_in_Ozarow

Spotkanie generała „Bora” z SS-Obergrupenführerem Erichem von dem Bach-Zelewskim po kapitulacji Powstania Warszawskiego w Ożarowie Mazowieckim (4 października)

W nocy z 2 na 3 października o godz. 2 nad ranem podpisany został „Układ o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie”. Ze strony polskiej podpis na nim złożył płk Kazimierz Iranka-Osmecki
i ppłk Zygmunt Dobrowolski, a ze strony niemieckiej – gen. Erich von dem Bach.

Tadeusz_Bor_Komorowski_and_Erich_von_dem_Bach_in_Ozarow

Na zdjęciu z 2.10.1944r. widzimy podpisanie aktu kapitulacji Powstania Warszawskiego, w podwarszawskim Ożarowie Mazowieckim. / fot. Reprodukacja (PAP) / PAP

Gen. Tadeusz Bór-Komorowski 2 października wieczorem wysłał jeszcze tylko depeszę do Londynu: „O godz. 20.00 2 października 44 ustają działania wojenne niemiecko-polskie na terenie Stolicy. Wyjście oddziałów z Warszawy z bronią, na prawach kombatanckich, celem złożenia jej poza murami miasta: jednego pułku w dniu 4 października o godzinie 8.00, reszty oddziałów w ciągu 5 października. Ludność cywilna ma zapewnioną w miarę możliwości opiekę, niestety, przy masowej ewakuacji. Komorowski-Bór, gen. dywizji”.1

Powstanie Warszawskie skończyło się…… jednak nie dla wszystkich!

II Kompanie Osłonowe C i D

Na mocy umowy kapitulacyjnej z 2 października 1944 roku zostały sformowane dwie kompanie osłonowe – C i D. „Kto wie o tej grupie, która pełniła taką wstrętną, obrzydliwą i poniżającą, a jednocześnie tak stresującą służbę, przez siedem dni Powstania?”2 Mało kto. Historia o nich milczy. Gdzieniegdzie w archiwach odnaleźć możemy szczątkowe informacje na temat tych jednostek. Jednak nigdzie nie ma wzmianki na temat tego, jak ciężka, stresująca i niewdzięczna okazała się w nich służba. Dopiero wspomnienia Jerzego Chlistunoffa, pseudonim „Jurek”, kaprala podczas Powstania Warszawskiego, odsłoniły rąbek tej historii.

„Potem zaczęło się coś, co jest dla mnie bardzo smutne, bo to była bardzo ciężka służba, ponieważ zgodnie z czwartym punktem umowy kapitulacyjnej w Warszawie miały zostać trzy jednostki, sądzę, że kompanie, trzy kompanie dla osłony obiektów akowskich. Zostawali w Warszawie. Ta Warszawa była straszna, bo jak wyszli już powstańcy, wyszła ludność cywilna, [nie było już ludzi], było jeszcze trochę szpitali, szpitalików”.3

Oficjalnie kompanie miały składać się z samych ochotników. Jednak w rzeczywistości nikt nikogo nie pytał. Wybranym powiedziano jedynie „Zostajesz w Warszawie”. Żadnych szczegółów, wyjaśnień. Żadnych dokładnych informacji na temat zadań, które miały ich czekać. „Leżąc w holu naszej kwatery, ogromnie przeżywałem to jakieś… na swój sposób poniżenie. Wychodzili koledzy, których się znało z innych oddziałów, ich się żegnało, myśmy zostawali w Warszawie, pustej, strasznej Warszawie, która była jednym wielkim cmentarzyskiem”.4

Zgodnie z umową kompanie tworzyć miało 300 żołnierzy. Rzeczywistość jednak okazała się inna. Kompania D, która powstała z wybranych żołnierzy z rozbitego Batalionu „Kiliński”, liczyła stu jeden żołnierzy. Kompania C zaś jedynie siedemdziesięciu jeden żołnierzy. Tak przynajmniej wyglądały oficjalne statystyki. W rzeczywistości kompanie liczyły około połowy zadeklarowanych uczestników. Powodów takiego stanu rzeczy było wiele. Warszawa była w rozsypce, „Tu ten się urwał, ten się gdzieś zawieruszył, tego nie było, bo już prysnął. Tak że nas była w zasadzie garstka, naprawdę garstka”.
Tak mała grupa polskich żołnierzy oblężona została niemalże olbrzymią ilością Niemców, ale przede wszystkim tych żołnierzy z formacji kolaborującej z Niemcami, różnych Azerbejdżan, Kałmuków, Ukraińców, Białorusinów. Większość z nich zapominała o jakimkolwiek kodeksie moralnym i w chwili zakończenia działań wojennych, pod wpływem alkoholu, dopuszczała się haniebnych czynów.

Głównym zadaniem powołanych kompanii było pilnowanie nieewakuowanych jeszcze szpitali, zagubionych cywilów, domów starców, domów dziecka, głuchoniemych, mienia akowskiego, Składnicy Sanitarnej AK. Ogólnie rzecz biorąc, kompanie pilnować miały porządku i ładu. Członkowie kompani otrzymali podstemplowane przez niemiecką Ordnungspolizei legitymacje akowskie. Uprawniały one do swobodnego poruszania się po wszystkich dzielnicach Warszawy oraz noszenia broni. Był to plus, który niektórzy chcieli wykorzystać jako drogę ucieczki, aby przed pójściem do niewoli spróbować przedostać się do oddziałów partyzanckich.

Powstanie Warszawskie akta

https://www.newsweek.pl/wiedza/historia/jerzy-chlistunoff-i-halina-cieszkowska-o-powstaniu-warszawskim/2y1d9wr

Najcięższym obowiązkiem powołanych do kompanii okazało się jednak patrolowanie miasta ramię w ramię z niemieckimi żandarmami. Żołnierze Armii Krajowej wspólnie z niemieckimi patrolowali ulice Warszawy, żeby odnaleźć ludzi starszych, chorych i wszystkich tych, którzy nie byli w stanie samodzielnie opuścić miasta. Patrol składał się z dwóch Polaków, dwóch Niemców oraz polskiego dowódcy. Jednym z nich był podporucznik Antoni Bieniaszewski „Antek”. Gdy patrzył na niemieckie oddziały, podpalające budynki przy ulicy Marszałkowskiej, a zwłaszcza ten pod numerem 81, w którym przed wojną mieszkała jego narzeczona, z trudem powstrzymywał gniew. „Z niemiecką precyzją, miotaczami ognia, podpalali wszystkie po kolei sklepy znajdujące się po stronie numerów nieparzystych”.5

Większość z Niemców odnosiła się do polskich członków kompani z szacunkiem. „Podchodzili z wielką butelką wódki, z daleka krzycząc: »Kameraden, kameraden!«Dla nich byliśmy kolegami. Zatykało się kciukiem gwint i dla świętego spokoju udawało, że pije”.6 Albo „Jak myśmy szli w formie oddziału, małego oddziałku ośmioosobowego, to Niemcy bili nam w dach, większość Niemców. Oni chcieli nas w ten sposób uhonorować i wyrazić swój podziw, niejednokrotnie werbalnie to czynili: die Helden – bohaterowie i tak dalej”.7 Do końca jednak nikt nie wiedział, czy Niemcy mówią prawdę, czy chcą jedynie uśpić czujność i zaatakować w najmniej spodziewanym momencie.

Nie zawsze jednak kompanie spotykały się z pozytywnymi reakcjami. Zdarzały się też inne przypadki: „Przychodzą też tacy zaczepni i wrodzy, którzy chcą nas sprowokować. Nam powiedziano: „Nie wolno wam się dać sprowokować do strzelaniny. Rozniosą nas. Powtarzam, nie wolno dać się sprowokować do strzelaniny!”. Sama ręka wędruje do spustu, jak widzę żandarmów, widzę ich, te połyskujące hełmy w nocy, sama ręka wędruje do spustu”.8

Niewdzięcznej służbie sens nadawały takie wydarzenia jak ewakuacja dzieci z zakładu dla głuchoniemych i ociemniałych na placu Trzech Krzyży. „Było ich chyba z 80. Głodne, biedne, wystraszone, albo niemówiące, albo ociemniałe… Czasem znajdowaliśmy w gruzach umierającego człowieka. Trzeba było usiąść, porozmawiać, potrzymać go za rękę, żeby spokojnie odszedł. Innym razem wchodzimy do jakiegoś domu. Z pośpiechu przewracamy wazon, a za nim leży ocalałe maleńkie dziecko”.9

Tak, w wielkim skrócie, swoją służbę w Oddziale Osłonowym D wspomina Jerzy Chlistunoff: „Była to niesłychanie obciążająca służba, szczególnie w aspekcie psychologicznym, dlatego, że jeżeli żołnierz, na przykład tak jak ja, przez sześćdziesiąt trzy dni był w linii, a tak było ze mną, że była to tylko pozycja, czasami spokojniejsza lub mniej spokojna, czasami coś się działo, czasami niewiele się działo, ale to była ciągle pierwsza linia na styku z Niemcami. Sześćdziesiąt trzy dni żołnierz strzela do Niemca, a później ten Niemiec do niego idzie, żandarm, mam na myśli, nazywa go kameraden, mówi do nas: „koledzy”. To jest już pierwsza rzecz. Bo ręka wędruje do spustu w pierwszym odruchu, bo się przyzwyczaiłem do tego, że do Niemców się strzela. Więc w tym aspekcie psychologicznym jest to niesłychanie obciążająca służba”.10 W liście do Muzeum Powstania Warszawskiego dodaje „Dla żołnierzy tych oddziałów powstanie, które trwało 63 dni, trwało więc w rzeczywistości dni 70. Z tym że te siedem ostatnich dni było dla nich wciąż od nowa przeżywanym poczuciem klęski, upokorzenia i osamotnienia”.

Członkowie Kompani Osłonowych C i D. Ludzie, o których historia zapomina. Przypadkiem, czy może celowo. Dla jednych bohaterowie, którzy resztami sił starali się pomóc ostatnim mieszkańcom opustoszałej po powstaniu stolicy. Dla innych kolaboranci współpracujący ze znienawidzonym niemieckim okupantem, o których należy zapomnieć i wymazać ich z kart historii. Czy mamy prawo ich osądzać? Nie ! Musimy jednak o nich mówić i pamiętać.
„Całkowicie zgadzam się z bratem. Jesteśmy pokoleniem skażonym wojną, a wspominanie nie jest bezkarne. Mimo to, jeśli ktoś prosi mnie, bym opowiedziała – nie odmawiam. Uważam, że skoro przeżyłam, to powinnam dać świadectwo”.11

Print Friendly, PDF & Email
  1. https://www.polskieradio.pl/313/6096/Artykul/1788724
  2. Rozmowa z Jerzym Chlistunoff; https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/jerzy-chlistunoff,439.html
  3. idem
  4. idem
  5. Wspomnienia Antoniego Bieniaszewskiego, pseudonim „Antek”, podporucznik, dowódca trzeciego plutonu ósmej kompanii Kedywu Kolegium „C” batalionu „Kiliński” Armii Krajowej; https://www.focus.pl/artykul/nieznany-epilog-powstania-warszawskiego
  6. https://www.focus.pl/artykul/nieznany-epilog-powstania-warszawskiego
  7. Rozmowa z Jerzym Chlistunoff; https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/jerzy-chlistunoff,439.html
  8. idem
  9. Wspomnienia Tadeusza Zapałowskiego, pseudonim „Michał”, W konspiracji od maja 1942 – Okręg Warszawski Armii Krajowej – Kedyw Okręgu – Oddział Dyspozycyjny C („Kolegium C”)
  10. Rozmowa z Jerzym Chlistunoff; https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/jerzy-chlistunoff,439.html
  11. Rozmowa z Haliną Cieszkowską, pseudonim „Alinka”, łączniczka przy dowództwie obwodu Śródmieście Północne, a w czasie okupacji w zgrupowaniu „Edward”
  • Udostępnij

  • Pewnie Ci się spodoba:

    O autorze Zobacz wszystkie wpisy autora

    Redakcja Blog Surge

    Redakcja Blog Surge